SądyW nawiązaniu do tytułu trzeba wyjaśnić, że Rzymianie zaczynali każdy miesiąc kalendami, mieli też idy, wystarczy wspomnieć najsłynniejsze Idy Marcowe, kiedy zasztyletowano Cezara oraz nony. Ale Grecy nie mieli w swoim kalendarzu takiego dnia jak kalendy. Stąd powstałe jeszcze przed Oktawianem Augustem powiedzenie ad Kalendas Graecas oznaczało bliżej nieokreśloną przyszłość, najprawdopodobniej nigdy.

Ale to miało być słów kilka o polskim wymiarze sprawiedliwości, a nie o antycznym Rzymie, dla obu tematów jednak te greckie kalendy są wspólnym mianownikiem, nasz wymiar sprawiedliwości rozpatruje wniesione na wokandę spory w bliżej nieokreślonej przyszłości, a z punktu widzenia osoby prowadzącej działalność gospodarczą i tempa zachodzących zjawisk gospodarczych, za rok czy dwa, to tak jakby nigdy.

Kluczowym elementem dla rozwoju gospodarczego jest sprawny wymiar sprawiedliwości, a sprawny oznacza przede wszystkim szybki. Skoro zależy nam na uczciwej współpracy z kontrahentami, musimy mieć narzędzie do zmuszenia nieuczciwych do uczciwości. W państwie prawa, takim narzędziem jest wymiar sprawiedliwości. Wolne tempo rozpatrywania spraw jest zaletą dla wszelkiej maści oszustów i naciągaczy, którzy w sytuacji spornej chronią się odesłaniem wierzyciela do sądu, które w dzisiejszej rzeczywistości jest równoznaczne ze znanym już Rzymianom odesłania ad kalendas Graecas.

Warto w tym miejscu wspomnieć, że wszelkie badania Polaków ukazują nas, jako naród bardzo nieufny, jak mamy ufać innym ludziom, skoro system prawny promuje cwaniactwo i oszustwo, uczciwość sprowadzając do wady niemalże uniemożliwiającej prowadzenie działalności gospodarczej?

Ale nieudolność wymiaru sprawiedliwości ma także inne skutki, gdy już mamy sprawdzonych kontrahentów, nie zaryzykujemy współpracy z innymi, nowymi, lepszymi, dopóki ich nie sprawdzimy, a budowa wzajemnego zaufania trwa bardzo długo. Ten stan rzeczy utrudnia otwieranie nowych firm i rozwój start-upów.

Co jest ze wszech miar irytujące i frustrujące dla osoby prowadzącej działalność gospodarczą – to proponowane sposoby rozwiązania tego problemu przez kolejne ekipy sprawujące w Polsce władzę!

Tak! Do świadomości naszych władz dotarło zjawisko zatorów sądowych i niewydolności wymiaru sprawiedliwości, ale proponowane przez polityków kierunki działania nie polegają na jego usprawnieniu, lecz na uzupełnieniu o inne, równie mało skuteczne rozwiązania. Skoro nie działa respirator, poprośmy duszącego się, żeby podjął z dusznościami mediacje! Cóż za absurd! Dłużnik śmieje się w kułak odsyłając wierzyciela do sądu, który zajmie się sprawą za rok lub dwa (ad kalendas Graecas), a wierzyciel ma próbować mediacji z cwaniakiem, który zrobi wszystko, żeby odwlec maksymalnie moment zapłaty. W tym czasie dłużnik może zarówno ukryć swój majątek jak i osobiście uciec z kraju. Tymczasem młyny sprawiedliwości mielą powoli, podczas gdy życie gospodarcze we współczesnym świecie pędzi jak oszalałe.

Co więcej, Państwo próbuje nas przekonać, że skoro sądy są przeciążone, należy zwiększyć częstotliwość stosowania zapisów na sąd polubowny! O tempora, o mores! Z jednej strony żyjemy w czasach, gdy Państwo uzurpuje sobie coraz więcej uprawnień, uzasadniając je tym, że obywatele są jak przedszkolaki i nie poradzą sobie bez opieki Państwa w samodzielnym życiu, a z drugiej strony Państwo nie wykonuje swojego podstawowego obowiązku jakim jest zapewnienie obywatelom sprawiedliwego i sprawnego wymiaru sprawiedliwości, czyli odwołując się do porównania do przedszkolaków, gdy dzieci się biją, pani odwraca głowę, bo jest zajęta malowaniem paznokci!

W takiej sytuacji aż prosi się, by znaleźć rozwiązania by zmienić to patologiczne zjawisko. Patologiczne tylko dla „klientów” sądów, bo w sądach nie ma presji czasu, nie ma presji terminów, nie ma potrzeby dbałości o „klienta”, bo gdzie indziej „klient” może zwrócić się? My przedsiębiorcy nie mamy takiego luksusu lekceważenia naszych klientów!

Wiemy doskonale, że konieczna jest generalna reforma wymiaru sprawiedliwości w Polsce, ale wiemy także, że ani w najbliższym czasie, ani zapewne za życia naszego pokolenia takiej reformy nie będzie. Należy więc poszukać rozwiązań, które można wdrożyć „od ręki”, a najpóźniej w ciągu 2 – 3 lat.

Kluczem do działania każdej organizacji są ludzie, którzy tę organizację tworzą i nie mam tu na myśli tylko sędziów, ale przede wszystkim cywilnych pracowników sądów i prokuratur.

Współczesne, omnipotentne Państwo opiera się o administrację, czyli korpus urzędniczy. Państwo angażuje się w każdą sferę aktywności swoich obywateli, bierze na siebie odpowiedzialność za nasze portfele, za nasze zdrowie, za nasze dzieciństwo, za naszą starość, a nawet, co pokazują ostatnie czasy, za naszą śmierć. To wszystko wymaga ciągle nowych norm prawnych, a za ich wdrażanie i egzekwowanie odpowiedzialni są urzędnicy.

Urzędnicy, czy nam się to podoba, czy nie, to klucz do naszego życia, ponieważ jest ono w pełni nadzorowane i kontrolowane przez Państwo. A skoro wszystko zależy od urzędników, a nic bez ich aktywności nie może się zdarzyć, należy sobie zadać pytanie, czy słuszne jest ograniczanie liczebności i zarobków tej grupy zawodowej.

Na przykładzie wymiaru sprawiedliwości łatwo zauważyć, że za zatory spraw odpowiedzialni są nie tylko sędziowie, ale również, a może nawet przede wszystkim, obsługa techniczna sądów i prokuratur. Jest tam za mało pracowników, a ponieważ płace są niskie, (Rząd paradoksalnie chwali się, że zamroził tym ludziom płace), w związku z tym czują się oni pokrzywdzeni i brak im motywacji do efektywnej pracy. Przy wyższych wynagrodzeniach byłoby możliwe postawienie wyższych wymagań zawodowych i profesjonalnych w procesie rekrutacji co w dłuższej perspektywie podniosłoby profesjonalizm i efektywność pracy.

Efektywność to fundamentalne pojęcie w każdej instytucji, która musi sama się utrzymać, my w firmach to wiemy, jest to jednak pojęcie chyba zupełnie nieznane, a jeśli nawet znane, to chyba niezrozumiałe, w urzędach, w tym w sądach. Musimy sobie jednak zdać sprawę, że trudno od pracowników wymagać efektywności, w sytuacji, gdy nawet gdyby pracowali dwukrotnie dłużej, nie będą w stanie zniwelować opóźnień.

Dlatego, w mojej ocenie, kluczem do przyspieszenia postępowań w sądach i prokuraturach jest zwiększenie ilości pracowników tych instytucji oraz podniesienie wynagrodzeń, a w procesie rekrutacji podniesienie wymagań w zakresie kompetencji tak aby przyciągały one ludzi z przygotowaniem prawniczym, którzy będą lepiej rozumieli się z sędziami i prokuratorami.

W wymiarze sprawiedliwości należy zmienić wiele rzeczy, ale warto rozpocząć od kilku, które są proste do wdrożenia.

Wydaje mi się, że kluczem do przyspieszenie postępowań są zawiadomienia o posiedzeniach sądu i generalnie doręczenia, a także kwestia nieobecności na rozprawie strony.

Okazuje się, że w dzisiejszej Polsce znakomitą strategią obronną jest wyjechać gdzieś, po prostu zniknąć, nie podając nikomu swojego adresu. Znakomicie wydłuża to postępowania przed sądem i podnosi jego koszty.

Należy sobie w takiej sytuacji postawić pytanie, dlaczego nasz system prawny chroni ludzi, którzy lekce sobie ważą obowiązki i swoją odpowiedzialność za podjęte w życiu decyzje?

Uważam, że można znakomicie przyspieszyć postępowania sądowe w ten sposób, że wszelkie organy Państwa, w tym sądy i prokuratury będą kierować korespondencję na adres osoby lub firmy umieszczony w centralnej bazie adresów doręczenia, która będzie działała podobnie jak dziś działa CEPIK.

Korespondencja skierowana na adres wskazany w Centralnej Bazie Adresów Doręczenia uważana będzie za doręczoną po drugim awizo, podobnie jak ma to miejsce obecnie. Zniknie problem z poszukiwaniem dłużników przez wierzycieli czy komorników, zniknie problem niedoręczonych wezwań do zapłaty i na posiedzenie sądu. Jeśli wezwanie zostanie skierowane na adres ujawniony w CBAD, uważa się za doręczony. Oddajmy odpowiedzialność za swoje życie w ręce pełnoletnich obywateli.

Dziś mamy niedziałający i przestarzały obowiązek meldunkowy, zastąpmy go obowiązkiem ustanowienia adresu dla doręczeń! Takim adresem może być adres siedziby firmy, adres miejsca zamieszkania, lub pobytu, ale może nim być też adres kancelarii prawnej, której osoba lub firma zleciła odbieranie korespondencji. W końcu mówimy tutaj o profesjonalnej korespondencji urzędowej, a nie o listach miłosnych. Być może pojawi się nowa usługa polegająca na odbiorze, digitalizacji i przekazywaniu do odbiorcy urzędowej korespondencji.

Nic nie stoi na przeszkodzie, aby w epoce pracy zdalnej, wysyłać korespondencję na elektroniczną skrzynkę odbiorczą w profilu EPUAP.

Rozpocząć można od wprowadzenia okresu przejściowego na aktualizację adresu dla doręczeń, do czasu jego zmiany funkcję takiego adresu pełnić będzie adres podany w publicznym rejestrze lub adres zameldowania. Zmianę można by wprowadzać podczas każdej wizyty w urzędzie, każdy urząd będzie miał przecież możliwość korzystania z tych danych, a więc dostęp do systemu. Można też wprowadzać zmiany za pośrednictwem EPUAP.

Jeżeli ktoś miał miejsce zameldowania lub adres dla doręczeń, lecz został go pozbawiony (np. wskutek eksmisji), z momentem pozbawienia takiego adresu taki fakt powinien być ujawniony w CBAD a korespondencja powinna być kierowana na adres urzędu gminy właściwy dla ostatniego znanego adresu. Jeśli nie zostanie podjęta po 2 awizo, wraca do nadawcy, a obowiązek skutecznego powiadomienia uważa się za wykonany.

Pozostaje kwestia osób bez meldunku, które nie mają, ani nigdy nie miały meldunku. Takie osoby należałoby zawiadomić zgodnie z obecnie obowiązującymi przepisami. Dotyczy to jednak osób prywatnych, gdyż firmy i osoby prowadzące działalność gospodarczą mają zawsze podany w odpowiednim rejestrze adres siedziby, powinny więc zadbać o odbiór korespondencji pod tym adresem lub o jej przekierowanie.

Korzystając z CBAD można znacznie przyspieszyć postępowania sądowe, nie naruszając praw stron, a jednocześnie pozbawiając hochsztaplerów „premii za znikniecie”.

Kolejnym drobiazgiem, z którym spotkałem się ostatnio, a który pochłania siły i energię sekretariatów sądowych jest zwrot kosztów dojazdu na rozprawy. Aktualnie koszty dojazdów są obliczane ze skrupulatnością godną odważania ingrediencji przez alchemika szukającego przepisu na kamień filozoficzny. Nie wolno przecież wypłacić nawet o 10 gr więcej zwrotu kosztów niż uprawniony może udowodnić, że poniósł, bo zawali się system finansów Państwa. Jednocześnie nikt nie liczy kosztu czasu poświęconego przez pracowników sądów na wyliczenia i dokumentowanie tych kwot oraz korespondencję pocztową w tak trywialnej sprawie. Sam ostatnio zetknąłem się z procedurą zwrotu kosztów dojazdu, która trwa już 4 miesiące, kosztowała kilka pism, nie wspominając licznych pieczątek i podpisów, a jeszcze się nie zakończyła!

Stawiamy sobie pytanie – czy większe znaczenia ma dokładne wyliczenie i zwrócenie kosztów przejazdu ponoszonych przez świadka, czy odciążenie sekretariatów i wykorzystanie aktywności ich pracowników w ważniejszych sprawach.

Jaki sens ma angażowanie niedomagających kadrowo sekretariatów sądów w korespondencję ze świadkiem i analizę czy przyjechał swoim czy cudzym samochodem, a może autobusem, albo motorowerem???

Czy nie byłoby szybciej, sprawniej i efektywniej każdemu świadkowi, któremu przysługuje zwrot kosztów przyjazdu, wyliczyć po prostu kwotę jak dla zwrotu kosztów dojazdu samochodem o pojemności większej niż 700ccm? Czy w epoce 500+, 13 i 14 emerytur nie lepiej uprościć działania sekretariatów sądów, nawet jeśli ktoś miałby dostać 2,50 zł więcej niż gdyby musiał okazać bilety na PKS?

Mam wrażenie, że w urzędach, w tym w polskich sądach nie szanuje się ani czasu ich pracowników, ani czasu obywateli, czas z tym skończyć teraz a nie odkładać zmiany ad Kalendas Graecas!

 

Witold Solski