RDSRada Dialogu Społecznego jest obecnie ciałem, które wielu chciałoby posiąść. Jak to bywa z cielesnym posiadaniem, namiętności jest sporo, konkurenci wydzierają sobie nawzajem piórka z opierzenia, a z potencją i pamięcią bywa krucho.

Warto pamiętać, że  Centrum Partnerstwa Społecznego, później Komisja Trójstronna, a dziś RDS – powstało w 1994 r by zapobiegać i rozwiązywać konflikty społeczne oraz wspierać instytucje porozumienia społecznego. Po niemal 30 latach Rada staje się narzędziem gry politycznej, w której partnerzy grają w trzy kubki albo w ciuciubabkę, nawzajem się blokując i prąc do klinczu.

Dziś, gdy mają powstać założenia Paktu Społecznego na czas pandemii i po niej, ten klincz i gry polityczne osłabiają nie tylko samą Radę ale i jej pozycję w dialogu społecznym. Być może o to chodzi, by Rada stała się marionetką i zakładnikiem tej ze stron dialogu, która akurat jest silniejsza, co doskonale pasuje do obrazu Polski jako kraju, w którym walczy się o plemienne wpływy a nie o sensowne funkcjonowanie państwa.

Analogie z „Potopem” i Radziwiłłem nasuwają się same. „Rzeczpospolita to postaw czerwonego sukna, za które ciągną Szwedzi, Chmielnicki, Hiperborejczykowie, Tatarzy, elektor i kto żyw naokoło. A my z księciem wojewodą powiedzieliśmy sobie, że z tego sukna musi się i nam tyle zostać w ręku, aby na płaszcz wystarczyło; dlatego nie tylko nie przeszkadzamy ciągnąć, ale i sami ciągniemy.”

Z jednej strony premier przyznaje sobie prawo do odwoływania członków RDS specjalną ustawą covidową. Ten kuriozalny akt pozwala decydować mu, z kim będzie rozmawiał a z kim nie, czyli hulaj dusza.  Z drugiej strony dzielny prezydent Duda odsyła ustawę do Trybunału Konstytucyjnego – choć przecież sam ją w marcu podpisał, a Rzecznik Praw Obywatelskich go w tych akurat działaniach wspiera. Dlaczego Rzecznik dba o interesy obywateli i dialog społeczny – to wiadomo, ale dlaczego prezydent? Jasne jest, że chodzi o walkę z delfinem Morawieckim i utrzymanie wpływów prezydenta, bo to właśnie on uprzednio powoływał członków Rady.

Do tego polskiego kotła wrzucony został dodatkowo pomysł, by pilnie zająć się lustracją obecnych i przyszłych członków Rady Dialogu Społecznego. To trwające od roku odgrzewanie starego kotleta lustracyjnego, na który już bardzo niewielu ma ochotę, jest podnoszeniem ciśnienia pary w kotle, które być może wkrótce – w intencji pomysłodawców – powinien po prostu eksplodować.

„Solidarność” w tym czasie, czyli w marcu tego roku wywraca stolik rozmów i ustami Piotra Dudy stwierdza, że z nikim nie będzie rozmawiać, aż przewodniczący Andrzej Malinowski się nie zlustruje i nie ustąpi. Andrzej Malinowski nie ustępuje, za to ustępuje z prac w Radzie cała „Solidarność” (8 osób). Tu zapewne sprężyną uruchamiającą maszynę są ambicje polityczne przewodniczącego Dudy, które widzi siebie daleko wyżej w państwowej machinie niż jako zwykłego przewodniczącego. Dzielnie wspiera „S” ogólnopolski Związek Przedsiębiorców i Pracodawców, także członek RDS, w osobie Cezarego Kaźmierczaka, który – jak twierdzi – ze względu na swą działalność opozycyjną nie może siedzieć z domniemanym pracownikiem służb PRL.

Pikanterii temu wsparciu dodaje fakt, że nowa kompetencja premiera (odwoływanie członka RDS) została dopisana do ustawy covidowej przede wszystkim dzięki presji szefa ZPP Cezarego Kaźmierczaka, którego wsparła „S”. Niejasne jest dlaczego Kaźmierczakowi na tym tak bardzo nagle zaczęło zależeć, choć najbardziej prawdopodobna jest chęć przytulania się do premiera i delfina PIS. Pytanie, czy dla takich fruktów warto rozbijać całą RDS i paraliżować jej działalność? Z powodu działań szefa ZPP, Piotr Duda i „S” obudzili się  z ręką w nocniku, bo z jednej strony musi mówić, że nie chce z TW siedzieć przy jednym stole, a z drugiej – nie ufa premierowi, który może przecież odwołać także szefa „S” z RDS w dowolnej chwili. Klincz więc jest oczywisty.

Sam Malinowski negatywnie zlustrował się już w 1997 roku ale obecnie IPN uznał, że mógł być tajnym współpracownikiem organów PRL, bo teczka TW „Roman” nie została sfałszowana.  W międzyczasie o współpracę ze służbami oskarżony został także przewodniczący Związku Rzemiosła Polskiego, również członek i wiceprzewodniczący RDS.

Nie wiadomo, czego pragnęli ludzie działający w RDS i wokół niej. Wiadomo jednak, że osiągnęli punkt, w którym członkowie Rady i podejmowane przez nich działania (jeżeli w ogóle są podejmowane) są skrajnie niewiarygodne i odległe od podstawowego hasła zawartego w nazwie – czyli Dialogu.

I tak dalej…. – jak zwykł pisać Kurt Vonnegut w swych pełnych ironii i groteski opowiadaniach idealnie opisujących amerykańską rzeczywistość. Vonnegut pisząc szydził z zadufanej w sobie Ameryki. W Polsce szydercze opowiadania o zadufanych pisze samo życie.