Weganizm i CO2Od dawna znana jest mantra „od powietrza, głodu, ognia i wojny…”. Trwożymy się przed klęskami elementarnymi bo jesteśmy ludźmi. Nie o śmierci i nie o teodycei.

Współczujemy cierpiącym, porusza nas cierpienie, najbardziej wrażliwi jesteśmy na cierpienie własne. Z ostrożności i dla różnorodności wartości weźmy w nawias epistemologiczny aksjologię katolicką i subiektywny egocentryzm. Podstawowe normy cywilizacyjne są nam wspólne. Co bliżej łączy cukier, mięso, epidemie bezszelestnie przenoszone przez powietrze lub wodę? Światopogląd, idea dająca nadzieję. Wiara, że odkryjemy przyczyny i odszukamy receptę.

Konkretnie. Dziewczęta w garsonkach i chłopcy w krawatach, w swojej grupie zaszufladkowani jako politycy, pocą się i mitrężą. Roją sobie w głowach co by wszystko dla wszystkich, wszystkim jakimś się stało. Troszczą się o gazy, oczywiście cieplarniane a nie własne. Muszą czytać o szalonych i wściekłych chorobach, póki co kręgowców, a w przyszłości … Niechaj się coś przytrafi, choćby bociania grypa, żabie lub pantofelkowi a nie będzie to wspomnienie zaklętego księcia lub kopciuszka?

Ideologom opadły galoty. Prosty lud nie nadąża za nowoczesnością. Żre, wydala, kopuluje – niszczy świat i tłamsi ludzkość. Zamiast mądrzeć i biec z postępem, szary statystyczny człowieczek, pielęgnuje w sobie zwierzęcy atawizm prymitywnego egoizmu. Spoiwem wielu „ja” w skrzące się zmiennością „my” nie może był wyłącznie darwinizm woli przetrwania. Uporać się trzeba z teleologią bycia i śmierci.

Skoro myśli niesione przykładem i nagrodą zbawienia, dla kolejnych pokoleń, w świecie się nie przyjęły, przynajmniej nie dotarły pod stropy mieszkanek, czas zacząć stymulować kijem a nie marchewką. Prawo było i będzie musiało współgrać z archetypem wdrukowywanym przez kulturę i wychowanie.  Wiara, że politycy, jako władcy, są kompetentni i skuteczni niechaj trwa przy tych, którym daje to nadzieję. Nadzieja umiera ostatnia.

Nie można odszukać przykładów, aby władzy udało się osiągnąć zakładany cel w sposób początkowo obierany i przy użyciu środków oraz instrumentów na starcie przeznaczonych dla realizacji zadania. Nieudolności rządów często są skryte za tym, jak pisał Bastiat, czego nie widać. Manipulowanie ludźmi, społeczeństwem, gospodarką, ogólnie prowadzenie polityki bez odpowiedzialności i na cudzy koszt, tworzy byty i hydry wyrosłe niespodziewanie w innym miejscu, lub trwoni dorobek często z pozornie dalekiej sfery, jak też przekreśla szansę powstania innego dobra.

W dyskusji publicznej powszechny jest model rzucania mediom pomysłu, aby mędrkowie, wydrapując sensy, rozprawiali o ewentualnych konsekwencjach. Unika się dzięki temu namysłu o sensie pomysłu i racjonalności środków, a ciężar konsultacji przesuwa się ku przyszłości. Weryfikacja zdolności profetycznych komentatorów nie przysparza żadnych innych efektów aniżeli wszczęcie zabawy. Nie ważne jest, kto bardziej trafił w wizję, jak będzie w przyszłości. Tylko próżność będzie zaspokojona, gdy przyznamy rację gadającej głowie, bądź piszącemu analitykowi dystopii przyszłego wspaniałego świata, że mieli rację. Rząd i władza karmi się takimi wróżbami. Dla nich to transfuzja uzasadnienia. Każdorazowo przywołują wcześniejszą wyrocznię, podsumowując projekt bon motem – a mimo tylu złych słów trwamy i mamy trwać, klęski nie było – żyjemy i niechaj żyje!

Zakaz pracy w niedzielę nie objął normy szerszej tj. wszystkich pracowników, lecz zgasł na handlu prowadzonym ludźmi z umowami o pracę. To już piąty rok jak w pocie i znoju partia dąży do wyrównania szans małych sklepikarzy z handlem wielkopowierzchniowym. Instrumentu nie ma. Skutku brak. Finał inny. Rośnie konkurencja poczcie polskiej i konstruuje się sprzedaż bezosobowa. Brawo solidarność chciejstwa, niechlujności i nieudolności.

Na szczęście ludzie postępują racjonalnie nawet jeśli sami osobiście sobie tego nie uświadamiają. Człowiek pracą, pasją i kreatywnością zdolny jest zacerować szwy społeczne, rozprute przez demiurga demokracji przedstawicielskiej. Na naszych oczach spada bielmo z oczu wypatrujących sensów w modelach kolektywistycznych. W ekonomii politycznej socjalizmu podatki nakłada się na bogatych, w warstwie deklaratywnej, a w rzeczywistości płacą je prawie wszyscy, aby dobry rząd mógł prowadzić politykę społeczną i dystrybuować dobra dla wyrównania różnic pomiędzy warstwami społecznymi. Teraz frazes przestał wystarczać. Podatek cukrowy, od mięsa, od „małpek” jest dla dobra i zdrowia ludzi, troszczymy się bezpośrednio o zdrowie konsumentów – jaki dobry i kochany ten nasz pan. Janosik tworzy związek partnerski z doktorem Judymem. Idee nie trafiły pod strzechy a sięgnęły bruku. Oj tam oj tam.

Sól to jest morderca, biała śmierć. ZPP Wielkopolska dla dobra przedsiębiorców i społeczeństwa, naszych klientów, aby nie wymarli błaga – pomóżcie! Rządzie, wprowadźcie na sól akcyzę, która jak mądrale wiedzą, podatkiem nie jest. Wpływy przeznaczcie na dokarmianie wróbli, które przybyły jako imigranci do nas z Chin i cierpią na obczyźnie niedostatek pokarmu.

Wkrótce się okaże, co parlamentarzyści spieprzyli w ustawie cukrowej. Życie obnaży jej absurdy. W dalszej perspektywie jej cień spłynie na branże produkcji, przetwórstwa i magazynowania owoców w Polsce. Eksperyment się powiedzie, wszyscy sobie poradzą, jedni lepiej, a inni gorzej, a garstka być może nie poradzi sobie z braku kwalifikacji.

Kilka lat temu, gdy z refrenem demografii na ustach i na sztandarach propagandy, witaliśmy pomysł 500 PLUS szło nam o to, aby było nas mrowie do jedzenia chleba. Teraz okazało się, że to wysiłek społeczny i sukces miłościwe panujących w walce z ubóstwem i biedą. Nie lękajmy się. Pochylmy się nad młodymi, aby chcieli w „tym kraju” kształcić się i rozmnażać. Od wyborów do wyborów kadencje, jak mgnienie wiosny mijają. Elektorat rzecz cenna, przynajmniej przy urnie, oczywiście wyborczej a nie funeralnej. Z miłości do Polski, Polek i Polaków związek nasz proponuję, aby alimenty rządowe 500 PLUS wypłacane były wszystkim dzieciom i młodzieży, które się uczą, bądź przynajmniej są zapisane do szkoły lub na uczelnię, a nie ukończyły 28 roku życia. Tylu pięknych świadomych i wdzięcznych wyborców, a wszystko to, bo Ciebie kocham Ojczyzno jedyna. Tym śmiałym ruchem zamkniemy usta naszym wrogom i niedowiarkom oraz złoczyńcom rozsianym po całym świecie. Polska będzie społeczeństwem najlepiej wykształconym, dzięki nowemu 500 + staniemy się wkrótce zieloną doliną innowacyjności i wzgórzem kreatywności. Rzucić koncept jest dość łatwo, jednak kto zechce go złapać i donieść do celu, aby nie był blankietowym snem i jawą.

Postulat gwarantowanej płacy minimalnej to nie hasło, to dziejowa konieczność. Państwo ma, to da, a jak nie ma to weźmie tym, którzy mają. Propaganda wyborcza przycichła a uświadomiona zadra została. Nic to, jak szeptała Oleńka. Płaca minimalna będzie i basta. Może trochę trzeba by ją zregionalizować … może trochę trzeba by ją zróżnicować z uwagi na kwalifikacje pracowników … może trochę trzeba by ją zróżnicować co do społecznych potrzeb na konkretne zawody … może trochę trzeba by ją powiązać z progiem zarobków maksymalnych? Parlament słucha to i posłucha a będzie posucha. Tak wprowadzona płaca minimalna to nic innego jak bolszewicki dekret o tabeli płac w gospodarce. Kto jest za, kto przeciw, kto się wstrzymał? Państwo swoją połowę w ZUS-ie i w podatkach odbierze.

Lud pracujący miast i wsi, na potęgę przed robotą, żłopie wódę i wino podobnież – cocktaile. A co jeśli tak najmilszy Lewiatanie (ten od T. Hobbes’a) człek beznadziejnego znoju codziennego, zacznie przed szychtą kupować pół litra i przed furtą do jednej z wielu agencji rządowych rozsmakują się, łobuziaki, w trunku na dwie osoby? Co ćwiartka, to nie setka nawet w lekkiej atletyce. Obraz przywołał wspomnienie, językowo pokrewne, popiwek. Panie Premierze Jacku Sasinie. Dziesięć lat studiował Pan historię zatem z pewnością Pan wie i pamięta, że w ubiegłym wieku wprowadzono zakaz zwiększania wynagrodzeń w firmach państwowych. Oczywiście w Państwie prawa, nie była to norma kategoryczna, lecz aby obronić się przed pułapkami prawa, podstęp polegał na sankcji w postaci opłaty dodatkowej – owego popiwku.

Spółki Skarbu Państwa i z udziałem państwowym, przynajmniej te notowane na GPW w Warszawie mają gorsze wyniki finansowe niż prywatna konkurencja. Pewnie jest COŚ, co można od nich kupić lub zamówić w trybie transakcji z budżetówką. W przypadku kłopotów część konkurencji można specustawą wywłaszczyć, a kogo, to wiemy z plików kontrolnych. Nim pojawią się sukcesy z takich reform, proszę rozważyć wprowadzenie regulacji płac maksymalnych, już po wyborach prezydenckich. Kurz kampanii opadnie. Wyczerpany elektorat pojedzie na wakacje. Czy Państwo musi tyle płacić? Czy brakuje następców wśród młodzieżowych przybudówek? Niekiedy nic nie robić jest lepiej niż źle zarządzać. Politycy wiedzą, że ostrożność i bezpieczeństwo, to warunki brzegowe sukcesu a przynajmniej trwania, gdy się ma dobrą pozycję i zdolnych zwierzchników oraz dysponuje się posłusznymi wykonawcami. W każdym razie spadną koszty a to poprawi wyniki finansowe, a cóż więcej potrzeba do osiągnięcia cudu gospodarczego? Państwowe, Nasze, Polskie może i będzie lepsze. (może w poprzednim zdaniu jest alternatywą a nie wątpliwością) Marzy się by znacjonalizować komunalne. Gotowi jesteśmy na konsultacje, nawet gdy nikt nie wesprze nas grantem na wspieranie dialogu NGO z rządem i samorządem. Nie samym NIW-em łączą się koncepcje i życiorysy.

Producenci mięsa w UE, za to, że zużywają wodę a zwierzęta emitują gazy i produkują CO2 oraz ciągną za sobą ślad węglowy zostaną opodatkowani. Z pod dużego palca ma to przynieść miliardy euro na dydaktykę i kolejną odsłonę wojny o ekologię. Spodziewajmy się, że ten segment w Polsce będzie płacił około miliarda złotych miesięcznie. Trochę grosza, na który składać się będą konsumenci – czyli my wszyscy nie wegetarianie, a może tylko weganie będą oszczędzeni. Jednaka stawka od kilograma żywca lub schłodzonego mięsa w wielu krajach unii inaczej wpłynie na koszyk dóbr codziennych.

Źródła milczą o szczegółach, czyli diabeł w nich tkwi i kwili. Być może przychody planowane są w odniesieniu do aktualnej produkcji a być może gdy ilość hodowanych zwierząt zmniejszy się o jedną trzecią pogłowia. Eksport z Europy będzie śladowy a import trzeba będzie hamować cłami. Powtórzy się może model reformy cukrownictwa jednak nie w relacji Niemcy – Polska a w odniesieniu do hodowli i przetwórstwa mięsa w całej unii. Mleczarstwo i serowarstwo znajdzie się w nowych warunkach.

Ekoteroryzm ma aspekt ekonomicznie destrukcyjny, jednak idee wymagają ofiar. Pewnie w kilogramach papierów z przepisami wykonawczymi zawarta będzie wskazówka, czy równie szkodliwa jest hodowla bydła i trzody oraz drobiu jak i kóz, ryb, koni, baranów, psów i ślimaków. Białko zwierzęce rosnąc pije wodę, puszcza gazy i ubite zaspokaja głód. Czy to jest jeszcze kwestia smaku jak pisał Herbert, że subtelnie mrugamy do siebie porozumiewawczo, nawołując do nie zamykania dyskusji o ochronie Ziemi, odrzucając czasowo namysł nad ewentualnym przyzwoleniem na kanibalizm.

W czasach komitetów centralnych politycy interesowali się cybernetyką. Fascynacja szybko zgasła. Wypaliła się gdy okazało się, że jest to nauka, która ma swój ezoteryczny język specjalistyczny, zasady badań i weryfikacji teorii oraz sprawny aparat prezentacji problematyki. Cybernetyka precyzuje macierze decyzji, wykreśla schematy interakcji, wskazuje to co stochastyczne i to co deterministyczne, widzi pojedynczego człowieka i wielość grup przenikających się w różnorodnych zakresach geografii i czasu. Ostatecznie wizualizowana jest na grafach i zbiorach w układach wielowymiarowych. Laik obnaża swą niekompetencję wkrótce po otwarciu ust.

Współcześnie mierni politycy upatrzyli sobie teorię chaosu. Wmawiają sobie, że tak utkana nić Ariadny powiedzie ich do złotego cielca Graala. Politycy od lat siedzący w fotelach, na stołkach, w ławach, na różnych synekuralnych posadach widzą i rozumieją ze świata niestety niezbyt wiele. Dostrzegają, że świat dookoła jest. Jest on im nieposłuszny, obcy i niezrozumiały a decydować wypada – przynajmniej trzeba udawać. Zauważyli, że coś z jednej strona wlata a z drugiej wylata, a w międzyczasie błąka się bez celu i bez sensu. Politycy nie silą się na refleksję czy mocują się z wizerunkiem maszyny, czy z postacią, jeśli nie ożywioną swobodą decyzji, to przynajmniej nietrwale zdeterminowaną. Ufają nie tylko w to, że system da się zrozumieć ale i w zasięgu ich rączek wisi klucz do kontroli i do sterowania układem.

Zlecili zadanie matematykom. Jeśli coś się zdarzyło to można to opisać. Każde zdarzenie można opisać jako ciąg zdarzeń składowych i ułożyć ich następstwa a nawet wyprowadzić wzór opisujący tę sekwencję. Już geometrii nie Euklidesowej wielu nie potrafi ogarnąć. Matematyką zaawansowaną w teorii gier, zbiorów, czy wszelkich analiz, których jako działów w nauce jest kilkanaście, zajmują się jednostki z opanowanym warsztatem języków sztucznych. Statystyczny polityk w czasach swej świetności, w chwili zdawania matury, jako tako ogarniał równanie kwadratowe. Współcześnie większość z nich nie poradzi sobie z zadaniem polegającym na odczytaniu równania y=ab+b z wykresu narysowanego, bez skali, na osiach rzędnych i odciętych. Nie ma złych odpowiedzi, są jedynie miałkie pytania. Im mniej ktoś zna znaczeń zwrotu, tym łatwiej jest mu ten zwrot zrozumieć. Teoria chaosu zatem jest teorią pożądaną przez przedstawicieli mających władzę, bo to o Nich językowo są twierdzenia.

Dlaczego politycy sadzą kwiatki: z głupoty, z braku wyobraźni czy z posłuszeństwa? O gustach się nie dyskutuje, je się wybiera. Tym razem tekst trąca enigmą sensu. Nie sposób doskrobać się do mądrej pointy tej powiastki – ale taka jest rzeczywistość świata polityki. Jaki jest kakofemizm frazy o politycznej poprawności?

Transcendencjo, losie, cokolwiek – chroń nas przed politykami, prosimy.