Polska gospodarka i relacje w niej panujące przypominają obecnie diabelski kocioł pod parą, w którym nieustannie rośnie ciśnienie, wszystko bulgocze, a zupa już od dawna jest za słona. Wściekli są i pracodawcy i pracobiorcy, czemu głośno dają wyraz poprzez swoich reprezentantów w Radzie Dialogu Społecznego, a strona rządowa też zachwycona nie jest, ale udaje głupiego. I nie wiadomo tylko, kto komu pierwszy przyłoży.

 

Rada, ale czy dialogu?

Choć już wiadomo, że wszystkie pomocowe przepływy unijne, czyli około 700 mld zł, zostaną przetransferowane do gospodarki dopiero po uzgodnieniach dokonanych w Radzie Dialogu Społecznego, ciało to jest obecnie całkowicie sparaliżowane i zwyczajnie nie działa. 

Taka sytuacja trwa od marca ubiegłego roku, kiedy to szef ZPP Cezary Kaźmierczak sprowokował burzę lustracyjną żądając ustąpienia przewodniczącego RDS a zarazem szefa Pracodawców RP Andrzeja Malinowskiego, którego teczka w SB była ponoć bardziej spuchnięta niż sześciolatek przechodzący świnkę. Oj! Aby nie było tak, że przyganiał kocioł garncowi. 

W związku z tymi rewelacjami Malinowski nie poczuł się jednak zobowiązany do ustąpienia, za to Piotr Duda, przewodniczący „S”, poczuł się zobowiązany do wywrócenia stolika, przy którym nie chciał siedzieć z rzekomym tajnym współpracownikiem. Ale zrobił to dopiero w październiku, ostentacyjnie występując z RDS. Dzielnie przyklasnął mu Cezary Kaźmierczak, który jednak z drugiej strony wsparł rządową inicjatywę, by to premier mógł na zasadzie dowolności, odwoływać członków RDS, odbierając tę kompetencję prezydentowi – dzięki czemu strona rządowa w RDS stawałaby się hegemonem rozdającym karty. Choć ten pomysł jednak nie przeszedł, to od tego czasu wszelkie nie tylko dyskusje, ale i rozmowy w RDS zamarły i zamieniły się w pokątne szeptanki różnych frakcji. Stąd paraliż decyzyjny tej kiedyś bardzo znaczącej w krwiobiegu gospodarczym organizacji. 

Spory trwają zarówno w środowisku związków zawodowych jak i wśród organizacji pracodawców, gdzie właśnie wybuchła bomba zdetonowana przez Witolda Solskiego prezesa Związku Pracodawców i Przedsiębiorców Wielkopolska. Bomba zawarta w liście otwartym Solskiego wymierzona jest w Cezarego Kaźmierczaka, któremu Prezes ZPP Wielkopolska zarzuca sprzeniewierzenie się nie tylko ideałom działania na rzecz MŚP i działania na rzecz interesów korporacji oraz rządu, ale i sprzeniewierzenie konkretnych środków finansowych oraz poświadczanie nieprawdy. Lista grzechów, o których pisze Solski twierdząc, że ma na ich potwierdzenie dowody jest o wiele dłuższa i przyczyni się zapewne do upadku szefa ogólnopolskiego ZPP oraz dalszego osłabienia smętnych resztek dialogu społecznego w RDS.  

Budowanie kompetencji

Centrum Partnerstwa Społecznego – dziś RDS – powstało w 1994 r by zapobiegać i rozwiązywać konflikty społeczne oraz wspierać instytucje porozumienia społecznego. Po niemal 30 latach, Rada staje się narzędziem gry politycznej, w której partnerzy grają w trzy kubki albo w ciuciubabkę, nawzajem się blokując i prąc do klinczu. 

Można śmiało powiedzieć, że dzięki animozjom w RDS dialog społeczny, który był tak istotny podczas funkcjonowania Komisji Trójstronnej w latach 90., załamał się, a najbardziej z tej katastrofy skorzystał rząd, który już właściwie nikomu i z niczego nie musi się tłumaczyć, niczego wyjaśniać, i nie musi o niczym dyskutować. „Nie mamy z kim” – rozkłada ręce nasz biedny premier. I ma rację. 

Choć przy pobieżnym przeglądzie kompetencje RDS mogą się wydać rozmyte czy niejasne, to jednak rada ma znaczący głos, bez którego nie da się ustalić choćby wysokości emerytur, zasiłków i minimum socjalnego , świadczeń socjalnych i wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę na rok następny. Poza tym, Rada ma prawo do opiniowania Wieloletniego Planu Finansowego Państwa, projektów strategii, projektów programów oraz projektów innych dokumentów rządowych. I z tą opinią, rząd musi się liczyć, z obawy przed zablokowaniem swoich planów. 

Eksplozja w ZPP

Zgodnie z rzymską zasadą is fecit cui prodest, o wysadzenie w powietrze RDS należało by posądzać wyłącznie rząd. To działanie nie powiodłoby się jednak, gdyby nie potężne wsparcie szefa ZPP Kaźmierczaka, autora teczkowej afery. Jakie w takim razie korzyści odnosi z całej sytuacji obecny szef ZPP? Tego dowiadujemy się z listu otwartego, który opublikował, dolewając oliwy do ognia, Witold Solski, szef ZPP Wielkopolska. Niedawny terenowy współpracownik Kaźmierczaka, podjął się – jak twierdzi – żmudnego zadania oczyszczenia ZPP ze złogów i bizantyjskiej struktury stworzonej przez Kaźmierczaka, który już dawno przestał kierować się interesem małych i średnich przedsiębiorców, kiedyś przez niego i Roberta Gwiazdowskiego reprezentowanych. 

Jak pisze w swoim liście otwartym Solski, zależy mu na przywróceniu autentycznej reprezentatywności MŚP w ZPP i dlatego wzywa Kaźmierczaka do rozliczania się z przeszłością oraz do ustąpienia. Na co, rzecz jasna, wzywany nie ma najmniejszej ochoty. Gdy dwa lata temu z inicjatywą rozliczenia władz ZPP wystąpił ówczesny wiceprezes ZPP Tomasz Pruszczyński, Kaźmierczak wyrzucił go z pracy. Pruszczyński podał Kaźmierczaka i Gwiazdowskiego do sądu i proces wygrał. A sądowa wygrana oznacza, że jego dociekania i informacje na temat źródeł dobrobytu Prezesa ZPP były trafne. 

Zarzuty Solskiego 

Podobnym tropem idzie Witold Solski żądając na przykład wyjaśnień, dlaczego w ZPP, z zasady zrzeszającym wyłącznie MŚP (jako że ZPP miało być wyłącznie ich właśnie głosem) pojawiają się takie korporacyjno-państwowe tuzy jak na przykład Związek Pracodawców Kolejowych czy Związek Pracodawców Polska Miedź z ogromnymi rzeszami pracowników, dzięki którym ZPP wypełnia zobowiązanie reprezentatywności. 

Jak twierdzi Solski żeby być organizacją reprezentatywną i dostać się do RDS, trzeba zrzeszać przynajmniej pracodawców z połowy działów PKD i posiadających łącznie 300 tyś. pracowników. Czyli trzeba mieć siłę, podczas gdy ZPP Kaźmierczaka i Gwiazdowskiego miało tylko fasadę. Aby ją uzupełnić, ZPP korzystało z różnych kruczków, a jednym z nich było włączenie do Związku państwowo korporacyjnych tuzów, co podnosi w swoich zarzutach Solski. Z kolei członkowie korporacyjni typu TP SA i BAT stanowią jego zdaniem większość członków ZPP i nie są reprezentacją MŚP, a tym bardziej ich interesów. 

Do tego przygniatająca większość członków ZPP to firmy z udziałem Skarbu Państwa, z pewnością  nie będące MŚP. Ale za to sporo wpłacające na rzecz ZPP, oczekując w zamian wielu uprzejmości i miłych gestów od szefa ZPP. Jak w takim razie ZPP ma reprezentować MISiów skoro reprezentuje interesy korporacji i Skarbu Państwa? – pyta retorycznie Solski. 

  1. Chwiejna reprezentatywność 

To nie są pomówienia, ale twarde fakty, a dowody są tu – wskazuje obszerną teczkę Solski i wyciąga z niej kolejne dokumenty. Najpierw złożony przez niego w imieniu ZPP Wielkopolska wniosek z 16 grudnia 2020 roku do Sądu Okręgowego w Warszawie o wydanie orzeczenia w sprawie reprezentatywności organizacji pracodawców, wraz z wnioskiem o stwierdzenie, że organizacja pracodawców pod nazwą Związek Przedsiębiorców i Pracodawców z siedzibą w Warszawie, KRS 0000361844, nie jest organizacją reprezentatywną w rozumieniu Ustawy o Radzie Dialogu Społecznego i innych Instytucjach Dialogu Społecznego.

– Ten wniosek weryfikacyjny był niezbędny – mówi szef ZPP Wielkopolska, ponieważ na witrynie ZPP (zpp.net.pl dostęp 20 XII 2020 roku), wyświetla się informacja, że związek zrzesza 51.889 firm, które łącznie zatrudniają 576.917 pracowników. Ponadto publikuje się w zakładce „organizacje lokalne” szyldy 15 organizacji, które z pewnością nie wszystkie są organizacjami regionalnymi ZPP w świetle zapisów Ustawy o RDS. – dodaje. 

– Nasz wniosek poparty dowodami wykaże fikcję stanu komunikowanego w sieci przez zarząd ZPP z siedzibą w Warszawie, bo po kwerendzie, akt wniosku ZPP z siedzibą w Warszawie do Sądu Okręgowego o stwierdzenie reprezentatywności w rozumieniu Ustawy o RDS, bez cienia wątpliwości stwierdziłem, że wymogi objęcia ilości branż wymienionych w PKD oraz liczby w nich zatrudnianych pracowników związek osiągnął z wykorzystaniem organizacji branżowych, a nie – jak twierdzi na swej witrynie – małych i średnich przedsiębiorców, czy nawet samozatrudnionych tzw. misiów, których rzekomo ma reprezentować. Wystarczy spojrzeć na poniższą listę, dzięki której ZPP z siedzibą w Warszawie uzyskał rzekomą reprezentatywność. 

– O, tu są organizacje branżowe które stały się członkami ZPP – Solski przejeżdża palcem po liście i wymienia:

Związek Pracodawców Kolejowych – 93.625 pracowników.

Ogólnopolski Związek Pracodawców Transportu Drogowego – 32.265 pracowników.

Związek Pracodawców Aptecznych Pharma Net – 17.821 pracowników.

Związek Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego – 9.435 pracowników.

Związek Polskich Producentów Przemysłu Tekstylnego – 1.138 pracowników.

Związek Pracodawców Branży Motoryzacyjnej – 6.896 pracowników.

Związek Pracodawców Polskiego Przemysłu Spirytusowego – 3.042 pracowników.

Związek Pracodawców Hoteli, Restauracji i Cateringu – 15.153 pracowników.

Związek Pracodawców Polska Miedź – miś na miarę naszych możliwości.

– To mają być małe i średnie przedsiębiorstwa? – pyta retorycznie. – Proszę spojrzeć na branżę aptekarsko-farmaceutyczną. Jej intensywna obecność wynika wprost ze współpracy Marcina Nowackiego, wiceprezesa ZPP z jego własnym bratem, który jest VIP-em lobby Aptek.

Co ciekawe, wniosek o stwierdzenie reprezentatywności ZPP został złożony 12 marca 2018 roku, a postanowienie o reprezentatywności zostało wydane już 23 marca 2018 roku. Akta sądowe zawierają dokumenty czterdziestu (sic) podmiotów, które złożyły się na pensum wymaganych zasad spełniania kryteriów reprezentatywności dla ZPP z siedzibą w Warszawie. Jak głosi plotka, był to swoisty prezent od wymiaru sprawiedliwości dla misiów, które miały uzyskać swą reprezentację w Dialogu Społecznym, niczym jajko niespodziankę na przypadającą w tamtym roku Wielkanoc 1 kwietnia 2018 roku.

  1. Nieistnienie w terenie 

W Polsce jest 314 powiatów i 66 miast na prawach powiatów. Razem działa 380 Powiatowych Rad Rynku Pracy, po jednym w każdym powiecie. ZPP z siedzibą w Warszawie nie ma swych reprezentantów w żadnej z PRRP. Tak przynajmniej twierdzą szefowie regionalnych organizacji i administracja związku w stolicy.

Tymczasem organizacja reprezentatywna pracodawców musi z litery prawa oraz po prostu z rozsądku mieć rozbudowane struktury lokalne. Chcąc być trybunem Misiów trzeba mieć z nimi jakiś kontakt, najlepiej jak najbardziej bezpośredni. Ustawa o Dialogu Społecznym daje ogromne narzędzia nakładając jednak dość szczególne obowiązki. Poniższe przykłady obrazują te kontakty, a właściwie ich brak. 

– To potwierdzone fakty, wynikające między innymi z kwerendy źródeł w 2020 roku.- wyjaśnia Solski. 

Legnicki Klub Biznesu jest Stowarzyszeniem i czyta: 

– Związek Przedsiębiorców i Pracodawców Kujawsko – Pomorskie właściwie nie działa.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców „Podlasie” mimo nazwy administracyjnie winien obejmować region województwa lubelskiego.

Organizacja Pracodawców Ziemi Lubuskiej jest sfederowana w Konfederacji Lewiatan i z Jej rekomendacji działa w szczególności w regionalnych WRDS i WRRP. (Wojewódzka Rada Dialogu Społecznego i Wojewódzka Rada Rynku Pracy). ZPP zatem w Radzie Dialogu i w Radzie Pracy na terenie województwa lubuskiego nie ma swych przedstawicieli.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców Łódź powstał 30 IX 2020 roku.

Związek Przedsiębiorców i Pracowników „Małopolska” zgodnie z własnym oświadczeniem z 15 XI 2017 roku skupiał pracodawców, którzy łącznie zatrudniali 16 pracowników.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców Województwa Podlaskiego powstawał w formule rejestracji jako Stowarzyszenie, i w trakcie, bez złożenia pełnych danych o pracodawcach, a jedynie z odręcznym zestawieniem nazw fantazyjnych firm, bez podania numerów z rejestrów i adresów siedzib, został zgodnie z modyfikacją wniosku, zarejestrowany jako organizacja pracodawców.

Związek Przedsiębiorców i Pracowników „Śląsk” zgodnie z własnym oświadczeniem skupiał pracodawców, którzy łącznie zatrudniali 33 pracowników.

Animatorami rejestracji ZPP ŚLĄSK i ZPP MAŁOPOLSKA była grupa kilku tych samych osób, które z wykorzystanie kilku własnych firm zgłosili się do Sądu jako 10 pracodawców. Na listach obecności pojawiają się w obu województwach te same nazwiska. Ilości zgłoszonych dla uzyskania reprezentatywności firm i zatrudnionych tam pracowników przyjęte zostały z oświadczenia bez szczegółowej weryfikacji. Ilości powalają.

Klub Przedsiębiorców Powiatu Grodziskiego jest Stowarzyszeniem.

Koszalińska Izba Przemysłowo – Handlowa jest Izbą a nie organizacją pracodawców.

– Wystarczy? – pytanie Witolda Solskiego nie wymaga odpowiedzi. 

  1. Koledzy w Bizancjum

Inne zarzuty Solskiego dotyczą struktury ZPP, która z latami coraz bardziej się centralizowała i wydalała niepokornych z terenu zmuszając ich do jej opuszczenia. Tak stało się z ponad setką pierwotnych działaczy ZPP, którzy obecnie nie chcą mieć z Cezarym Kaźmierczakiem nic wspólnego. Niektórych przekonano by milczeli, innych postraszono – uważa Solski – ale część, na jego wezwanie powróciła do ZPP i zaczyna głośno mówić o dziwnych praktykach pana Cezarego i powszechnym nepotyzmie, rozdawnictwie stanowisk i synekur. 

Świadczą o tym powiązania odkryte przez Witolda Solskiego. 

– Do ścisłych władz Rady Dialogu Społecznego delegowano prezesa ZPP Cezarego Bolesława Kaźmierczaka oraz jego szwagra Mariusza Pawlaka, a skład uzupełniają Marcin Nowacki i Katarzyna Niemyjska. W RDS działają 23 Zespoły, do których ZPP delegował łącznie 17 osób, oczywiście nie do pracy w ramach wolontariatu, lecz za sowitym wynagrodzeniem. I znowu to samo – wskazuje Solski – Marcin Nowacki piastuje obowiązki w 4 Zespołach i Prezydium. Jakub Binkowski mimo jeszcze młodego wieku i znikomego doświadczenia uczestniczy w 9 Zespołach. Pani Katarzyna Włodarczyk – Niemyjska pełni funkcję Sekretarza Prezydium i również członka 9 Zespołów. Wszystkie te osoby muszą być genialnymi omnibusami z gigantyczną wiedzą – kpi szef ZPP Wielkopolska.

  1. Problem z kasą i wiceprezesem 

Zmiany składów Zarządu i Rady Nadzorczej ZPP z siedzibą w Warszawie są usuwane z witryny. Dostępne są jednak dla opinii publicznej w lekturze odpisu pełnego akt związku w KRS, prowadzonego pod numerem: 0000361844 

Kiedyś w tych władzach jako wiceprezes była Dorota Wolicka i znajdywał się Tomasz Pruszczyński, który niedawno wygrał proces w pierwszej instancji z Kaźmierczakiem i Gwiazdowskim o wyrzucenie z władz Związku. Dlaczego go wyrzucono kiedy zażądał weryfikacji finansów ZPP? 

W aktach sprawy prowadzonej przed SO w Rybniku syg. akt I C/204/20 prezes Kaźmierczak tak zeznawał rzucając światło na tę kwestię: 

„… Problem zaczął narastać kiedy ZPP zaczęło zarabiać pieniądze. Do obowiązków każdego członka zarządu należało pozyskiwanie nowych członków, funduszy. (…) Oprócz wynagrodzenia jako członek zarządu pobierałem wynagrodzenie jako członek funduszu. Wynosi ono 10% tego, co członek uzyska dla funduszu. Wystawiałem ZPP faktury za pozyskanie funduszy.” 

  1. ZPP w Europie

ZPP Kaźmierczaka zafundował sobie w dużej części z dotacji rządowych i europejskich przedstawicielstwo przy władzach UE. Utrzymywaną przez ZPP placówkę w Brukseli prowadzi Pani Agata Boutanous wykazując zerową aktywność przy wysokich kosztach. Być może jest tak dlatego, że pani Agata jest na urlopie macierzyńskim, a nikt poza nią, zdaniem prezesa Kaźmierczaka nie może nadawać się na to stanowisko? – zastanawia się Solski.    

Koniec drużyny prezesa?

Rozważania i zarzuty Solskiego prowadzą do prostego wniosku, że obecne ZPP być może reprezentuje pracodawców i państwowo-korporacyjnych gigantów, ale na pewno nie MŚP. Co więcej, Solski stawia Kaźmierczakowi zarzut, że ZPP wpisując w swoje struktury martwe dusze i nieistniejące organizacje w regionach stracił formalnie prawo do zasiadania w RDS. 

I wreszcie sprawa jawności finansów i ich wydatkowania przez władze ZPP, której weryfikacji żąda Solski. Niejasności w tym temacie prowadzą go do wniosku, że ZPP stał się fikcją, związkiem kanapowym, służącym jedynie obecnemu prezesowi jako źródełko z pieniędzmi na jego potrzeby – i taki jest cel działania całego ZPP. Większość pieniędzy zasilających budżet ZPP jest pochodzenia publicznego i jako takie są środkami znaczonymi, które muszą podlegać kontroli w trybie dostępu w ramach informacji publicznej oraz jako przedmiot badania NIK. 

Małe i średnie przedsiębiorstwa, to około 2,1 miliona firm, w których pracuje około 6,8 miliona osób. Około 2,07 miliona firm to mikroprzedsiębiorstwa, w których pracuje około 4,1 miliona osób. Około. Stan wiedzy na temat małych i średnich przedsiębiorstw, szczególnie mikroprzedsiębiorstw, które wszak wypracowują niemal połowę PKB, znakomicie oddaje właśnie to słowo: około. W czasie pandemii rząd obficie leje z pustego środki, które mają podtrzymać aktywność podmiotów gospodarczych licząc na to, że przypadkiem trafi również w tych, którzy w przenośni, ale często dosłownie, są już na wymarciu. Leje na ślepo, ponieważ nic albo prawie nic nie wie na temat kondycji Misiów, ich właścicieli i tych, których zatrudniają. Niczego nie wie, nie dlatego, że wiedzieć nie chce, ale dlatego, że słyszy tylko głos tych misiów, które mruczą najgłośniej. Kiedy jednak misie rykną, kiedy wyjdą z ciepłej gawry na ścieżki i polany, rząd, jak zwykle zaskoczony, otworzy oczy i może w końcu zada tych kilka kluczowych pytań. Zada je tym, którzy misiów słuchają, rozumieją i potrafią z nimi rozmawiać. 

W tercecie rząd – pracobiorcy – pracodawcy, głos ZPP, jako jednej z pięciu organizacji pracodawców i tak nie był zbyt silny, więc czy teraz będzie go w ogóle słychać? Gdzie w takim razie ma być mowa o dialogu społecznym i gdzie jest prawdziwe miejsce MŚP? Czy tylko w kącie, gdzie mogą sobie pochlipać, że nikt ich nie reprezentuje? Tomasz Pruszczyński próbował to zmienić, a Witold Solski twierdzi, że na pewno to zmieni. Czy to się uda? List otwarty Witolda Solskiego do Cezarego Bolesława Kaźmierczaka został opublikowany 15 grudnia 2020 roku. Ten ostatni jak na razie milczy.