Wyborczy hattrickDies irae, dies illa nadciąga nieubłaganie. Najbliższy 10 maja to właśnie ten dzień, ale nie tylko dlatego, że właśnie w tym terminie maja się odbyć wybory Prezydenta RP.

Wyobraźmy sobie, że tzw. ustawę o wyborach korespondencyjnych uda się zespolonym wysiłkiem wszystkich zainteresowanych uchwalić. Więcej, że Marszałek (zdaniem niektórych Marszałkini) odważy się, na podstawie art. 20§2 tej ustawy, wyznaczyć nowy termin wyborów, bez znaczenia czy już na 17 maja, czy nieco później – na 23 maja. Wybory odbędą się w trybie korespondencyjnym. PKW, po policzeniu głosów przez obwodowe komisje wyborcze, ogłosi zwycięzcę. Nieco później, jednak nie później, niż po 14 dniach, ta sama PKW sporządzi sprawozdanie z wyborów i przekaże je Sądowi Najwyższemu (zostawmy na chwilę, której izbie). Sąd Najwyższy, najpóźniej po kolejnych 30 dniach, orzeknie o nieważności wyborów. Wybory będą musiały odbyć się ponownie, tyle, że znacznie później od tych pierwszych, majowych. Marszałek zarządzi je najpóźniej w ciągu 14 dni od uchwały Sądu Najwyższego, przy czym ich termin oznaczy na nie odleglejszy niż 60 dni od swojego zarządzenia.

Gdyby ten czarny scenariusz się ziścił, pierwsze widoki na nowego Prezydenta możemy mieć nie wcześniej, niż 5 września, i to tylko przy założeniu że nasze liczenie rozpoczynamy 10 maja. Jeśli później – to odpowiednio 12 września, albo 18 września. Najwcześniej możemy utracić obecnego Prezydenta po kilkunastu dniach od wyborów, najpóźniej – 5 sierpnia, bo wtedy właśnie kończy się kadencja Prezydenta RP Andrzeja Dudy. Wtedy Prezydenta zastępuje Marszałek(kini).

Nie tylko jednak zastępstwo, ale i wszystkie powyżej opisane działania, będą mogły mieć miejsce wyłącznie pod warunkiem, że mamy Marszałka, a tego nie będzie, gdy nie będzie Sejmu, ani Senatu, o czym niżej jak o political fantasy.

Konstytucja z 1997 roku nie przewiduje samorozwiązania się Sejmu i Senatu. W ściśle określonych przypadkach kadencja tych organów może jednak ulec skróceniu. Pomińmy te najoczywistsze (nie uchwalenie budżetu itd.) i skupmy się na skróceniu kadencji w wyniku dymisji rządu.

Czy dymisja rządu jest obecnie możliwa? Oczywiście, tak, sytuacja jest przecież trudna, rząd Premiera Morawieckiego może przestać cieszyć się aż tak daleko idącym zaufaniem większości sejmowej, by dalej rządzić. Wotum nieufności, również konstruktywne, autodafe rządu – to wszystko może się zdarzyć. I co wtedy? Zaczynamy budować porozumienie, ale też kolejne odliczanie. Prezydent, o ile jeszcze trwa na urzędzie, w terminie 14 dni od dymisji desygnuje nowego Prezesa Rady Ministrów. Ten w ciągu kolejnych 14 dni przedstawia skład i program nowego rządu. Sejm głosuje nad udzieleniem wotum zaufania. Jeśli się to nie uda, w ciągu 14 dni od nieudzielenia wotum Sejm wybiera Premiera i rząd. Jeśli i to się nie uda, Prezydent w ciągu 14 dni desygnuje kolejnego premiera. Gdy i ten, znów w ciągu 14 dni, nie otrzyma sejmowego wotum, Sejm i Senat Prezydent skraca kadencję parlamentu.

14(od dymisji) + 14 (przedstawienie programu) + 14(sejm wybiera swojego, a wybór następuje po upływie 28 poprzednich dni) + 14 dni (prezydent, po bezskutecznym wcześniejszym działaniu) + 14 (sejm na zatwierdzenie tak wskazanego premiera i rządu). 5 x 14 = 70 dni. Najpóźniej 70 dnia od pierwszej dymisji rządu, możemy nie mieć ani Sejmu, ani tym bardziej jego Marszałka(kini). Gdyby liczyć początek biegu „straszliwej 70-tki” od 10 maja – nastąpi to najpóźniej 19 lipca.

W tym samym akcie, w którym Prezydent dokonuje skrócenia kadencji Sejmu i Senatu, a nadto określa również termin nowych wyborów. Te muszą odbyć się w terminie 45 dni od skrócenia kadencji. Po wyborach nowy Sejm ma 15 dni na odbycie pierwszego posiedzenia. To z kolei może się zdarzyć w okolicach 9 lipca, oczywiście, o ile wszystkie pozostałe nieszczęścia wyborcze przydarzą się równolegle.

Wyborczy hattrick może więc rozpocząć się pierwszym strzałem już 10 maja, drugi strzał – dymisja albo obalenie rządu, może wydarzyć się nawet wcześniej – podczas rozpoczynającego się 5 maja posiedzenia Sejmu, to samo dotyczy trzeciego – skrócenia kadencji Sejmu i Senatu, czyli niezwłocznie po nieudanych próbach powołania nowego Premiera i Rady Ministrów.

Oczywiście, tylko w takich sytuacjach, jak szalejąca pandemia, okazuje się, że Konstytucja RP ma sporo luk i rzeczywistości nieprzewidzianych. Gdyby próbować znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego mamy dziurawą Konstytucję, dlaczego w niej aż tyle luk, można odpowiedzieć jedynie tak: Konstytucja jest aktem określającym kształt państwa. Państwo zaś nie jest dla tych, którzy z założenia przeciwko niemu działają. „Duch państwa” winien towarzyszyć wszelkim działaniom jego organów i wszystkim interpretacjom jego ustaw, również Konstytucji. Jeśli tak nie jest, nie ma i państwa.

k.k.