Dosyć okrągły kształt

Obecny rząd z rozmachem produkuje kolejne wizje potężnej, a nawet mocarstwowej Polski, której gospodarka oparta ma być na węglu i gierkowskich koncepcjach inwestycyjnych. Jedną z nich jest budowa Centralnego Portu Lotniczego , z którego „już wkrótce” startować będą co dzień setki samolotów transportujących rocznie 100mln pasażerów.

Pomożecie?

Pomożecie? – pytał minister gospodarki ustami Mikołaja Wilda, pełnomocnika rządu ds. budowy Centralnego Port Komunikacyjnego podczas Kongresu Rozwoju Transportu – Pomożemy! Odpowiada dzielny aktyw Solidarności, a tłumy klakierów przyklaskują ministrowi, który zapewne czeka aż – jak za Gierka – statystyki obwieszczą, że jesteśmy szóstą potęgą gospodarką świata. Jak się okazało, była to faktycznie potęga – ale gospodarczej głupoty. Kac po ideach Gierka trwał w naszej ekonomii 20 lat. Należy tylko mieć nadzieję, że ten, który poczujemy po koncepcjach obecnego rządu potrwa krócej, choć może być nie mniej przykry.

Pod pomysłem Centralnego Portu Komunikacyjnego kryje się między innymi Centralny Port Lotniczy z przystawkami i łączne wydatki rzędu 30 miliardów złotych. Opierając się na dotychczasowych dokonaniach i szacunkach gospodarczych rządu, można z powodzeniem stwierdzić, że kwota ta wzrośnie dwukrotnie, do 60 mld, co stanowić będzie jedną piątą rocznego budżetu Polski utopionego w łódzkim błocie. I nawet jeśli ktoś z tych wydatków skorzysta, to nie będą to na pewno pasażerowie Portu, który nigdy nie powstanie. Przede wszystkim dlatego, że jest i będzie zbędny.

Obecnie funkcjonujące lotniska wymagają inwestycji i rozbudowy tak, by sprostały rosnącemu ruchowi pasażerskiemu. Gdyby powstał CPL, zniszczyłby lotniska w Poznaniu, Radomiu, Modlinie i Warszawie. Tymczasem ich przebudowa i rozbudowa kosztować będzie drastycznie mniej przynosząc podobne efekty. Na przykład gdyby zainwestować w Modlin 8 mld zł ( jedną siódmą tego co w CPL), można uzyskać podobną przepustowość pasażerską, jak ta planowana w CPL, czyli 40mln pasażerów (Modlin) zamiast 50mln (CPL). Z tego punktu widzenia budowa CPL nie ma uzasadnienia.

Po drugie, nie wiadomo kto miałby za tę gigantomańską fanaberię zapłacić, bo Unia już odmówiła. Nawet gdyby ogłosić narodowy program zbiórki domowej biżuterii, to nie wygramy tej batalii finansowej o CPK, tak jak nie wygraliśmy II wojny dzięki złotym obrączkom przekazanym na zakup armat w ’39.

Po trzecie, budowa CPL w naturalny sposób ugrzęźnie na mieliźnie w chwili, gdy Niemcy uruchomią jednak swój mega-projekt lotniska Berlin-Brandenburgia, który będzie ich kosztował 10 mld euro, czyli prawie tyle co CPL ( choć miał kosztować połowę tej kwoty). Różnica jednak polega na tym, że bogaci Niemcy mogą sobie pozwolić na taką finansową wpadkę. My – nie. Berlińskie lotnisko zmiażdży każdego konkurenta który pojawi się w jego sąsiedztwie przejmując ruch lotniczy CPL. Będzie się ono miało mniej więcej jak Lufthansa do LOTu, który podobno ma być narodowo-sztandarowym przewoźnikiem obsługującym w niedalekiej przyszłości 10mln pasażerów, choć dziś jest to zaledwie 5 mln. Tymczasem jego kuzynka Lufthansa przewozi już dziś 56 mln pasażerów rocznie.

Będzie szkoda tych miliardów złotych, które pójdą do zaorania – mówił w wywiadzie dla SuperExpressu Adrian Furgalski wiceprezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.

Jednak będzie szkoda jest nie tylko tych miliardów wydanych na budowę, ale i tych które pochłonie utrzymanie zbędnego, niedokończonego lotniska, a koszty te mogą być porównywalne z wydatkami na budowę, o ile któryś z kolejnych rządów nie zakręci szybko kurka z pieniędzmi godząc się ze stratą. Do tego czasu jednak być może powstanie nawet stocznia pełnomorska w Zakopanem pod Gubałówką, co już nikogo dziwić nie będzie.

Co przewidują plany ?

Tymczasem komunikaty rządowe buzują hurraoptymizmem, a ich autorzy, jak ślepy dżokej w dowcipie – po prostu nie widzą przeszkód.

Pozytywny wpływ na gospodarkę RP jest nadrzędnym celem budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego. Głęboko wierzę, że realizacja koncepcji portu “Solidarność” zmieni sposób w jaki będziemy podróżować po Polsce i świecie. Prace nad CPK pozwolą na wzmocnienie sektora budowlanego oraz na intensywny rozwój kompetencji polskich przedsiębiorców – stwierdza Mikołaj Wild, pełnomocnik rządu ds. budowy CPK w komentarzu dla uczestników IV Kongresu Rozwoju Transportu.

Dalej jest już tylko lepiej, czyli mało konkretów i dużo oczekiwań nie popartych ani analizami ani gwarancjami finansowymi. Jedno z tych oczekiwań to 110 tysięcy miejsc pracy na samym lotnisku, w branży transportowej i w okolicy lotniska. Oczekiwanie to oparte jest na porównaniu z lotniskami w Madrycie i w Paryżu, zbudowanymi technologiczne wieki temu. A dlaczego nie porównywać się z lotniskiem w Ułan-Bator, które jest jeszcze starsze? Nie wiadomo.

Ani pełnomocnik , ani jego zwierzchnik nie odpowiadają na takie pytania jak choćby te kilka najprostszych. Skąd weźmiemy pracowników i do budowy i do utrzymania CPL? Kto będzie pracował w transporcie, skoro już dziś brakuj stutysięcznej armii kierowców? Kto w ogóle będzie pracował w 2030 roku, skoro liczba mieszkańców Polski się zmniejsza, a nie rośnie?

Z zeznań rządowego eksperta Mikołaja Wilda wynika, że obwieszczając budowę CPL przyjęto nieskomplikowane założenia. Jedno z nich mówi: każde miejsce pracy wytworzone w lotnictwie, sprawia, że jak grzyby po deszczu pojawiają się trzy nowe miejsca pracy w innych gałęziach gospodarki. Drugie; każde euro pojawiające się w branży lotniczej generuje kolejne trzy euro w innych branżach. Czyli jak w bajce o Pinokiu – trzeba po prostu posiać cekiny, żeby wyrosło drzewo z monetami. Do tego dołożono prognozę Urzędu Lotnictwa Cywilnego stwierdzającą, że do roku 2028 liczba pasażerów się podwoi rosnąc do 30mln rocznie. Z całym szacunkiem dla ULC – prognoza ma niewiele wspólnego z analizą. Niestety analiz – brak. Dlatego mówienie o prawdopodobnych efektach budowy CPL oddziałujących na branżę logistyczną jest wróżeniem z fusów po kawie, która nawet nie została jeszcze zmielona. Ma on (CPL) przede wszystkim skonsolidować rynek lotniczy, który w tej części Europy jest bardzo rozdrobniony, a my możemy być liderem tej konsolidacji dzięki korzystnym warunkom gospodarczo-geograficznym. Dodatkowym argumentem jest to, że „Polska jest poszkodowana” jeśli chodzi o dostępność transportu lotniczego dla mieszkańców w porównaniu ze „starą Unią”. I dlatego zapewne rozwój, przychody i wzrost branży logistycznej nam się po prostu należą, jeśli tylko wydamy parędziesiąt miliardów na CPL. Logistykom należy pozostawić ocenę logiki tej koncepcji. Bo dalej jest już tylko lepiej- Łódź ma się zrosnąć z Warszawą powołując do życia nowe miasto zwane Centralną Metropolis o funkcji „binarnej metropolis o globalnej skali i oddziaływaniu” i stanowiące „bramę do Polski”.

CPK a logistyka

W rządowej koncepcji CPK ma być transportowym węzłem centralnej Polski, gdzie transport lotniczy integruje się z kolejowym i to na najwyższym poziomie technologicznym. Jak ma to wyglądać w praktyce – informacji brak. Wiadomo jednak, że odbędzie się przebudowa autostrady A2 ( generując kolejne koszty), pojawią się nowe fragmenty linii kolejowych, które zdaniem autorów projektu zmienią poziom dostępności kolei dla obywateli i dla firm przewozowych, przez co stanie się ona realną alternatywą dla transportu drogowego. Kluczem do powodzenia projektu – jak wynika informacji pełnomocnika – jest zamknięcie Okęcia i uruchomienie budowy nowego miasta – Metropolis, połączone z wprowadzeniem ustaw antyspekulacyjnych. To właśnie są kamienie milowe CPK. Dodatkowo, dla branży logistycznej będzie na pewno miało znaczenie uwzględnienie w planach CPK budowy Hyperloopa, który jest rodzajem podziemnej kolei próżniowej pędzącej z prędkością tysiąca kilometrów na godzinę ( na razie tylko w filmach S-F). Choć nie wiemy jeszcze jak ją zbudować, warto w projekcie CPK zarezerwować miejsce na stację przesiadkową Hyperloopa – przekonuje transportowców rząd. Tym bardziej, że do tej stacji będą pędzić pociągi z towarami z prędkością 140km/h.

Nic więc dziwnego, że proszeni o komentarz logistycy nie chcą się wypowiadać na temat CPK. Niektórzy – anonimowo – przypominają, że pierwsze wzmianki o potrzebie nowego lotniska dla Warszawy pojawiły się w latach 70. zeszłego wieku, czyli w środku złotej epoki gierkowskiej. O uderzającym podobieństwie do lat minionych mówi także koncepcja finansowania CPK, gdzie jako potencjalny inwestor wskazywany jest Polski Fundusz Rozwoju, czyli państwowa spółka, na której działalność składają się wszyscy mieszkańcy kraju płacąc podatki. Wygląda więc na to, że o powstaniu CPK i tego konsekwencjach dla branży logistycznej nie zdecydują ani analizy ani opinie ekspertów, lecz skromna wypowiedź szefa rządzącej partii, który kilka miesięcy temu w wywiadzie dla Radia Białystok powiedział: „czy w kraju, który ma (..) taki dosyć okrągły kształt, jest sens budowania dużej ilości lokalnych lotnisk? Czy nie lepiej w tej chwili mieć takie potężne lotnisko międzynarodowe, światowe, gdzieś niedaleko Warszawy?”