Czy wiemy dlaczego mediacja jest naszym obywatelskim prawem? Czy potrafimy z niej korzystać tak, jak z innych instrumentów prawa? Dlaczego nie jest wykorzystywana powszechnie?
Na te pytania odpowiedzi szukali prelegenci konferencji z udziałem przedstawicieli ZPP jak i publiczność, która wchodziła w polemiki z prelegentami, dyskutowała i miała własne koncepcje idei mediacji.

O mediacji w Norwegii i kręgach naprawczych realizowanych w ramach koncepcji Sprawiedliwości Naprawczej mówił Lars Justad, mediator norweskiej Krajowej Rady Mediatorów . Jak się okazuje, także w Norwegii, będącej ojczyzną współczesnych mediacji, dyskutuje się nad procesem edukacji mediatorów, ich miejscem w systemie prawnym, jakością ich pracy i potrzebą profesjonalizacji. Ale jak na razie – za ich pracę płaci państwo.
Dyrektor Instytutu Prawa SWPS, dr Tomasz Antoszekskupił się przede wszystkim na umocowaniu mediacji w polskim prawie i konsekwencjach (nie tylko procesowych) z tego wynikających. Wtórowała mu prof. Magdalena Olczykz Biura Rzecznika Praw Obywatelskich przyglądając się mediacji jako prawo wywiedzionemu z konstytucji. Przekazała też uwagi dotyczące zmian w zakresie ustawy o bezpłatnej pomocy prawnej, w ramach której znajdzie się także od nowego roku mediacja.
Witold Solski, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Wielkopolska wzbudził swym kontrowersyjnym wystąpieniem wśród części odbiorców postawy polemiczne, co znakomicie zbudowało atmosferę dyskusji i wymiany poglądów będących przecież celami konferencji. Ważny sygnał z tej dyskusji płynął do mediatorów, którzy zdaniem prezesa, nie dostrzegają podstawowej grupy odbiorców mediacji jakimi są przedsiębiorcy i nie potrafią ich przekonać do mediacyjnego sposobu rozwiązywania konfliktów.
Mediatorka Elżbieta Kopińskaporuszała kwestie mediacji w wypadku błędów lekarskich i ogólnie – konfliktów na linii pacjent – służba zdrowia. Niestety wnioski z tej dyskusji nie były optymistyczne i prowadziły przede wszystkim do konstatacji, że mediacje w medycynie nie powinny być wyłącznie domeną wewnętrzną, gdzie mediatorem jest lekarz.
Andrzej Szporz warszawskiego Centrum Rozwiązywania Sporów i Konfliktów zastanawiał się nad tym, jak dalece mediacje mogą wspierać mieszkańców i władze w rozwiązywaniu konfliktów miejskich. Czy administracja powinna i potrafi skutecznie stosować model mediacyjny, czy też lepszą drogą jest budowa rozwiązań poprzez konsultacje, w których element postępowania mediacyjnego jest wykorzystywany i obecny? Do tych koncepcji nawiązywał też warsztat Kingi Markert i Katarzyny Kamińskiej, podczas którego dyskutowaliśmy o konkretnych przypadkach działań mediacyjno-konsultacyjnych w stolicy. I to nie dlatego, że akurat stolica, tylko dlatego, że tam wprowadzono interesujące rozwiązania.
„Po co przedsiębiorcy mediacja?” – jest pytaniem, na które tylko z pozoru odpowiedź jest oczywista. Nieoczywistą odpowiedź zaproponował Witold Solski, prezes ZPP Wielkopolska i dlatego warto na chwilę wrócić do jego wystąpienia.
Prezes Solski postawił tezę, że jest kategoria sporów przynależnych do wymiaru sprawiedliwości i kategoria sporów właściwych dla metod koncyliacyjnych a mediacja ma być uzupełnieniem zamiast konkurencją dla sądów.
W zasadzie trudno się z Witoldem Solskim w tym miejscu nie zgodzić, ponieważ takie właśnie jest założenie mediacji gospodarczej; ułatwiać przedsiębiorcom życie, oszczędzając ich pieniądze i czas w sporach, w których działanie sądu nie jest konieczne. Mediacja jest natomiast w sposób oczywisty zbędna tam, gdzie nie ma zgody co do tego, że jest problem, który łączy strony – zamiast sporu, który je dzieli. Dlatego działanie sądu jest konieczne wszędzie tam, gdzie pomiędzy stronami sporu nie ma zgody co do tego, że warto wspólnie poszukiwać rozwiązania problemu – czyli na przykład wtedy, gdy jedna ze stron chce uzyskać potwierdzenie swoich praw i racji, niezależnie od tego, co myśli na ten temat druga strona i gdy sprawa zdaniem uczestnika sporu jest oczywista a wina przesądzona.
Taki przedsiębiorca w sporze nie potrzebuje mediacji i można by się zastawiać, czego w takim razie on tak naprawdę potrzebuje? Pieniędzy? Gwarancji finansowych? Rekompensaty strat? Naprawy wadliwie wykonanej usługi albo wymiany towaru? Czasu? Zmiany perspektywy biznesowej? Wszystko to może uzyskać w mediacji.
Sąd – w przeciwieństwie do mediacji – daje natomiast stronie w sporze poczucie zwycięstwa obejmujące przewagę moralną, satysfakcję z pokonania wroga i finansowy triumf. Choć ten ostatni, jak wynika z praktyki mediacyjnej, jest najmniej istotnym elementem sądowego „zwycięstwa”. Tak, jak na przykład dla prezesa dużej firmy deweloperskiej, które opuścił spotkanie mediacyjne mówiąc „No i co z tego, że moje trzy miliony będą bezproduktywnie leżały przez kilka lat sporu sądowego? Stać mnie. Do zobaczenia w sądzie”.
Deweloper nie pomyślał na co go faktycznie stać, i co to znaczy, że „go stać”? Wychodząc, prezes w ten sposób przecież pokazał, że go tak naprawdę nie stać na bycie ponad sporem, że nie dorósł do roli prezesa ( choć dorobił się majątku), że do dziś, pomimo sześćdziesiątki na karku nie wyszedł z piaskownicy i wciąż kompulsywnie musi walnąć łopatką przeciwnika, który zabrał mu wiaderko. Dla tytułowej satysfakcji z pokonania wroga. Czy leczenie kompleksów prezesa to właśnie ma być polskim sposobem na prowadzenie biznesu i sporów biznesowych? Jeśli tak, to omijajcie panowie przedsiębiorcy mediacje szerokim łukiem – bo w ogóle nie są wam do niczego potrzebne.
Jeśli jest inaczej, to wbrew temu co twierdzi Witold Solski mediacja jest i ma być konkurencją dla sądu. I to konkurencją na każdym etapie sporu; od stwierdzenia pierwszej nieprawidłowości, przez konsultacje z firmowym prawnikiem po rozpoczęcie pisania pozwu. To ważenie i konkurencyjny spór powinny odbywać się w głowie przedsiębiorcy, który sam ze sobą rozważa jaką ścieżkę chce wybrać, jaki model kultury prowadzenia biznesu jest mu bliższy: konfrontacyjny czy kooperacyjny? I który z tych modeli przynosi lepsze efekty gospodarcze dla jego przedsięwzięcia? Nie można twierdzić, że w tej konkurencji zawsze zwycięży mediacja, bo może się okazać, że rozwiązanie sądowe jest efektywniejsze. Zawsze jednak mediacja powinna stanowić konkurencję dla postępowania sądowego. O ile oczywiście w grę nie wchodzi ego prezesa.
Jak widać podejście do mediacji jest ściśle powiązane z kulturą prowadzenia biznesu i skutecznością gospodarczą firm. To odrębny temat, na który warto podyskutować.
Mediacje gospodarcze – asumpt.
Uczestnicząc osobiście w konferencjach jest się świadkiem słowa i obrazu przedstawianego przez prelegentów oraz ma się szansę uczestnictwa w dyskusji. Nie wszystko jest dostępne w sieci. Na potrzeby Kongresu „Mediacja prawem obywatelskim” Witold Solski wystąpił z facjacją – dykteryjką zatytułowaną mediacje gospodarcze. Opowiastka osadzona była wokół kilkudziesięciu slajdów prezentacji, prowadzona w formie uwag, dygresji opartych na sokratejskiej szkole erystyki. Wystąpienie zakończyła żywa dyskusja ze środowiskiem mediatorów, klasyków i animatorów Polskiej szkoły Mediacji. Iskra wznieciła ogień dyskusji. Konferencja wyzwoliła umysły i rozwiązała języki. Czy rozwiązła problemy czas pokaże, o czym przekonamy się śledząc artykuły po konferencyjne. Kilka słów wprowadzenia do haseł wyświetlanych w tle wystąpienia. Organizatorzy na witrynie konferencji opublikowali inną notatkę o mówcy, pomijając tę nadesłaną w związku z wydarzeniem. Wychodząc od źródła ewentualnego konfliktu mówca wskazał, że postępowanie sądowe niczego by nie naprawiło. Zasygnalizował różnice cech rozwiązywania sporów w sądach i poprzez mediacje. Postawił tezę, że jest kategoria sporów przynależnych do wymiaru sprawiedliwości i kategoria sporów właściwych dla metod koncyliacyjnych. Mediacja ma być uzupełnieniem a nie konkurencją dla sądów. Określono źródło współczesnego postrzegania charakteru mediacji tj. w celach milenijnych o celach zrównoważonego rozwoju przyjętych przez ONZ. Mówca podzielił się uwagami przedsiębiorcy o podstawach materialnych organizowania profesji mediatora. Prezes ZPP Wielkopolska sprowokował środowisko przywołując problematykę rozdwojenia idei strategii i metod mediacyjnych. Bifurkacja owa leży u źródeł rozstrzygnięcia czy obowiązywać ma model równoległy – wspólnotowy czy też sprawniej działać będzie model hierarchiczny – autorytetowy. Opowieść przypięta do slajdów pdf-a służyć ma refleksji oraz swobodnej myśli i nie jest z pewnością naukowym wywodem opartym na wyprowadzeniu wniosków z udowodnionych przesłanek. Rzeczywistość idei można widzieć od wewnątrz, od zewnątrz jak i z obu perspektyw jednocześnie. Każde rozmowy warto i trzeba kończyć pracą. Pracą nie jałową, tak aby wcześniejsza dyskusja nie okazała się jedynie rzucaniem słowem okruchów myśli aby inni je łapali jako idee delegowane do konstruktywnej realizacji.
