MaseczkaMaseczki zróbta se same…. – powiedziałby towarzysz Gomułka, gdyby dożył dnia dzisiejszego i dalej z powodzeniem zarządzał Polakami oraz ich portfelami. Przecież właściwie to wciąż tkwimy w gomułkowskim państwie kontrolowanego niedoboru, które wkrótce obuchem walnie w przedsiębiorców, szczególnie tych małych i średnich. Przestraszony i zahukany przez władzę naród rzucił się do maseczkowego samizdatu w ramach czynu społecznego przejmując jeden z podstawowych obowiązków państwa – zapewnienie bezpieczeństwa obywatelom.

To przecież oczywista oczywistość bez żadnego trybu, że obowiązkiem państwa jest posiadanie maseczek i ich bezpłatne rozdawanie. Dajemy się wodzić za nos nieudacznikom, którzy nie tylko maseczek nie rozdają, ale jeszcze do tego nam wmawiają, że w ramach patriotycznego obowiązku mamy zadbać sami o siebie. Albo dać im zarobić chore 10zł za 1 maseczkę na pocztowym przekręcie.

No naprawdę, szykuje się kolejne Powstanie Warszawskie i jak zwykle musimy histerycznie dąć w patriotyczne trąby zbrojnego maseczkowego czynu? Zamiast tego zadęcia sprawne państwo zmagając się z kryzysem, powinno zlecić produkcję takich samizdatowych maseczek tysiącom zwalnianych pracowników, małym firmom, osobom prowadzącym działalność – i płacić, płacić, płacić….  Ale ono woli rozdawać pieniądze i obietnice kredytowe, choć powinno rozdawać zlecenia i zamówienia, żebyśmy utrzymywali pracowników, żebyśmy utrzymywali samych siebie i swoje rodziny – i żebyśmy nadal utrzymywali ZUS.

Czy ktoś słyszał o takiej propozycji genialnego gabinetu? Nie? To może warto się zastanowić, po co nam tak działające państwo? A żeby było jeszcze głupiej i śmieszniej, to wszelkie domowe maseczki w kontekście koronawirusa mają skuteczność równą wodzie święconej. To chyba lepiej byłoby sobie zrobić własną maseczkę  kosmetyczną z buraków, przynajmniej zejdziemy ze świata piękniejsi.

Marceli Kwaśniewski