W Gruzji zamknięto szkoły pod koniec lutego. Nadmierne posunięcie.
W Poznaniu szkoły zamknięto 7 marca.
Wtedy czujność wzrosła. Wiadomości w Wuhan przenikały z futurystycznych wizji do krwi.
W marcu kupiłam Netflixa. W grudniu 2019 odpowiednio duży telewizor oraz Internet. Nic nie przeczuwałam, czyżby?

Zamknięcie szkół było z pozoru największą zmianą. Więcej poczuliśmy chodząc do kina, kina domowego. W naszym własnym nowym kinie pojawili się ludzie z papieru, ludzie z kart i ludzie skazani na śmieć. Omamili nas. Godziny i dni ich cudzego życia. To była zmiana.
22 kwietnia pojechaliśmy nad jezioro. Był słoneczny urodzinowy dzień, słoneczny urodzinowy i wspólny dzień dzieci. Słoneczne, wiosenne dni w obliczu zła pięknieją w odblaskach i w młodej zieleni. Pluski i mgnienia, puszczanie latawca na spokojnej wielkopolskiej prowincji subtelnieją. W ulubionych Owieczkach nabierają kosmicznego smaku ocalenia wobec katastrofy.
Pandemia wycisza.
Życie płynie.
My z życiem płyniemy do Szwecji. I to jest coś. Popłynąć do Szwecji, wcale się tego nie spodziewając, ot tak – w pandemii do Szwecji. Dobrze.
Na promie żadnych masek, są polskie wyjątki.
Szwedzki model nas dotyka. Fascynuje kontrast. Wszystko czego potrzebuję nie lokuje się tam.
W Polsce nowe obostrzenia, prawie norma, prawie.
Po wrześniu norma pandemiczna wraca.
Znów jesteśmy razem, więcej razem. Lubimy to. Nie męczymy się.
Lubimy być razem, nauczyliśmy się tego. Innym jest wątek skąd się tu wzięliśmy i dokąd zmierzaliśmy przedtem. Dokąd nie ma żadnego związku z pandemią. Dlaczego? Też nie ma związku z pandemią.
Gdyby mnie zapytano o różnice między przed i po powiedziałabym, że nie ma. Co nie jest prawdą. Różnice zawsze są. Różnice wynikają z tego co w środku.
Pandemia zacieśnia więzi. Do niezbywalnych. Odkurza śmieci. Uczy skromności. Nabywa dobrych nawyków. Wyostrza zmysły. W pandemii świat jest tak samo skurczony jak szeroki. Widzimy siebie nie znając siebie. Zacieśniając świat poszerzamy znaczenia. Poszerzamy znaczenia i na odwrót, widzimy więcej, widzimy dokładniej. Musimy się skupiać. Jemy mniej. Jeździmy mniej. Czujemy mniej, nie mogąc dotykać obcych. Możemy tylko patrzeć z oddali. Mnisi są w tym dobrzy. Na swój sposób lubię pandemię. Może się do niej przystosowałam wiodąc życie „poza wszystkim” od dość dawna i także bez zamówienia.
Życie „bez” oznacza mówienie tego co należy, nawet gdy nie należy, zbieranie śmieci organicznych w sposób organiczny, z pomijaniem miejskich ohydnych kubłów, nadmierne słuchanie muzyki, choćby ze spotify, a najlepiej z płyt cd, spanie tak długo jak się da, mówienie dzieciom, że tak należy: spać potem pracować słuchając muzyki ze spotify a lepiej z cd. Chodzić na dowolne spacery. Niezależnie od 10 000 kroków. Nagotować, pogwajdolić, poczytać, obejrzeć, pokierdasić, pogadać i pójść spać. Następnie od nowa w innym porządku. I marzyć ciągle marzyć, śniąc. Marzeń słuchać, przekuwając sny w „coś”. Wierzyć w koniec i w początek, wierzyć.
