Kopie stają się modne; są trendy, są eko, są lecznicze; typowy hipsterski produkt o posmaku nielegalności. Efekt tej mody jest taki, jak smak piwa konopnego – żaden, poza tym, że ktoś na tej sprawnie nakręcanej modzie dobrze zarabia. ZPP Wielkopolska przeciwko modzie i zarabianiu na niej nic nie ma, jednak spogląda nieco uważniej na kwestię konopi. 

„Jedzą, piją, lulki palą” – to nie tylko potwierdzenie przez wieszcza obecności konopi w kulturze sarmackiej XVII wiecznej Polski, ale także świadomość powszechnej obecności konopi w strukturze gospodarczej Rzeczypospolitej, do której chcemy nawiązać. Z konopi wytwarzano rzecz jasna liny, sznury, sznurki, tkaniny, ubrania, lekarstwa, napary, ekstrakty i olej, ale także gotowano wigilijną zupę zwaną siemieniatką lub pogańską zupą, która miała magiczną moc. I do tej mocy sięgamy, kiedy chcemy, żeby konopie powróciły do krwiobiegu polskiej gospodarki. Tym bardziej, że nad konopiami w Europie już kładzie się złowrogi cień korporacji, które pragną zawłaszczyć ich produkcję, by te same produkty konopne sprzedawać nam wielokrotnie drożej pozbawiając korzyści zarówno polskich rolników, przetwórców i producentów wyrobów oraz produktów z konopi.  

ZPP Wielkopolska wraz z prezesem Witoldem Solskim aktywnie włączają się w procesy lobbystyczne związane z uprawą konopi siewnych w naszym kraju, ponieważ;

Konopie mają szerokie zastosowanie przemysłowe; od przemysłu budowalnego (hempcrete – beton konopny, płyty konopne) przez odzieżowy (włókna, ubrania) po automotive i przemysł lotniczy (kompozyty i wygłuszacze) oraz energetykę (pelet). 

Konopie mają zastosowanie spożywcze i prozdrowotne; olej, mąka, białko, suplementy, napary, ekstrakty spożywcze, naturalne leki.  

Uprawa i pozyskanie wartościowych surowców konopnych nie jest trudne i nie wymaga ani gospodarstw wielkoobszarowych ani gigantycznych inwestycji finansowych stając się szansą dla polskich rolników i przedsiębiorców. 

Konopie powodują zwiększenie efektywności ekonomicznej polskich małych i średnich przedsiębiorstw dzięki współpracy z rolnictwem zwiększającym swoją bioróżnorodność i opłacalność produkcji. Z tej kooperacji powstaje przetworzony produkt złożony, trafiając w nisze ekonomiczne i gwarantujący znaczący zysk. Przedsiębiorcy i rolnicy zyskują know-how oraz unikatowe produkty. 

Konopie wpisują się w europejską politykę sustainable development (zrównoważonego rozwoju), choćby tam gdzie mowa o biodegradowalnych biokompozytach, nowych specjalizacjach branżowych, nowych ekologicznych produktach spożywczych i minimalizacji śladu węglowego. Ponadto, konopie daje się wykorzystać w stu procentach; od korzenia, przez łodygę i liście po kwiaty i nasiona. 

Konopie mogą stać się polską specjalnością z powodów, o których powyżej i wielu innych. 

Wiemy, że polscy przedsiębiorcy są pomysłowi, sprawni, energiczni, spostrzegawczy i innowacyjni. Żeby wykorzystać ten potencjał nie trzeba wielkich nakładów finansowych, budowania fabryk gigantów, nowych kopalni, megalotnisk czy zakładów chemicznych. Nie trzeba też megadżuli nakładów energetycznych ani wielkich dotacji państwowych. Wystarczy nam nie przeszkadzać. 

WITOLD SOLSKI

Ciekawostki: 

  • W ramach europejskiego programu naukowego Cordis opracowano kokpit z konopi dla samolotu elektrycznego. 
  • Od XVI wieku konopie opisywane są w polskiej literaturze jako środek przeciwbólowy i nasenny. 
  • Pochodzenie powiedzenia „Wyskoczył jak Filip z Konopi” jest niejasne i może dotyczyć zarówno osoby zaskoczonej sytuacją, w której się znalazła jak i wypowiedzi nieprzystających do rzeczywistości, co może być spowodowane długim przebywaniem w zaroślach konopnych i wdychaniem ich woni. 
  • Big Pharma próbuje opanować włoski rynek konopny przeforsowując tam zakaz sprzedaży ekstraktu z konopi zawierającego CBD po to, by wprowadzić amerykański syrop konopny będący wyciągiem z konopi i zawierającym tą samą substancje, która nigdzie na świecie nie jest uznawana za psychoaktywną. 
  • H. Sienkiewicz „Potop” , Zagłoba o konopiach:  „Radziłem mu – mówił – iżby siemię konopne w kieszeni nosił i po trochu spożywał. To tak ci się do tego przyzwyczaił, że teraz coraz to ziarno wyjmie, wrzuci do gęby, rozgryzie, miazgę zje, a łuskwinę wyplunie. W nocy, jak się obudzi, także to czyni. Od tej pory tak mu się dowcip zaostrzył, że i najbliżsi go nie poznają. – Jakże to? – pytał starosta kałuski. – Bo w konopiach oleum się znajduje, przez co i w głowie jedzącemu go przybywa. – Bodajże waszą mość! – rzekł jeden z pułkowników. – Toż w brzuchu oleju przybywa, nie w głowie. – Est modus in rebus! – rzecze na to Zagłoba – trzeba co najwięcej wina pić: oleum, jako lżejsze, zawsze będzie na wierzchu, wino zaś, które i bez tego idzie do głowy, poniesie ze sobą każdą cnotliwą substancję.”