Klimat - koronawirusPIS – mem (pismem) z dnia 17 lutego 2020 roku, a zatem datowanym jeszcze przed oficjalnym uznaniem przez władze naszego kraju zagrożenia epidemicznego nie tylko za realne, ale i poważne, Minister Klimatu oraz Przewodniczący Rady Dialogu Społecznego, zwrócili się do Wojewódzkich Rad Dialogu Społecznego z prośbą o organizację debaty i sformułowanie stanowiska, na temat  praktycznych aspektów realizacji, podjętego przez czynniki polityczne Unii Europejskiej, wyzwania opisanego jako „neutralność klimatyczna”.

Nasze stanowisko w tej kwestii opublikowaliśmy kilka dni temu w artykule:

Poniżej przedstawiamy głębsze uzasadnienie naszego stanowiska.

O narastającej epidemii wiadomo było na kilka tygodni przed tym, zanim dotarła do Europy i rozprzestrzeniła się po całym kontynencie. Pomimo, że rządy poszczególnych państw narodowych dysponowały zbliżonym zasobem informacji i wiedzy, różnie reagowały na czające się na horyzoncie zagrożenie. Spectrum podejmowanych działań rozciągało się od całkowitego lekceważenia objawiającego się przekonaniem, że „jakoś to będzie” do wdrażania wcześniej przygotowanych kroków zaradczych – przeglądu zasobów, uruchamiania procedur, testowania rozwiązań. W najgorszej chyba sytuacji znaleźli się obywatele tych państw, których rządy stanowczo twierdziły, że są przygotowane na nadchodzące zagrożenia, podczas gdy stan tych przygotowań nie obejmował nawet diagnozy problemów, z którymi przyjdzie się zmierzyć.

Oczywistym jest, że zagrożenie epidemiczne znacząco różni się od klimatycznego. Mają one jednak, podobnie jak wszelkie inne zagrożenia, które dzisiaj wydają się jedynie hipotetyczne jedną, kluczową cechę wspólną: jeśli chce się je przetrwać, należy być przygotowanym. I nie znaczy to, że należy wdrożyć wszystkie, przewidziane na czas zagrożenia rozwiązania, zmobilizować środki i uruchomić działania. Należy jedynie wiedzieć, z jakimi zagrożeniami możemy mieć do czynienia, w jaki sposób się one manifestują, jakie niosą konsekwencje oraz co i jak możemy zrobić, aby tych konsekwencji uniknąć lub je zminimalizować, a tak przygotowane narzędzia uruchomić w chwili, kiedy okaże się to konieczne, najlepiej takiej, która wcześniej oznaczona została jako moment krytyczny.

Neutralność klimatyczna, której osiągnięcia pragnie Komisja Europejska oraz większość państw członkowskich Unii, to ograniczenie emisji w przemyśle, transporcie oraz energetyce oraz zrównoważenie tych emisji, których zlikwidować się nie udało, poprzez działania zmierzające do jej pochłaniania. Idea neutralności klimatycznej zrodziła się z przekonania, iż powodowany działalnością człowieka, w szczególności wynikający ze spalania paliw kopalnych, wzrost zawartości dwutlenku węgla w atmosferze, prowadzi do wzrostu globalnej temperatury a to z kolei, do takich zmian klimatycznych, które część planety uczynią niezdatną do zamieszkania a na pozostałej doprowadzą do gwałtownych zjawisk pogodowych i kataklizmów takich jak długotrwałe susze, powodzie i ekstremalne temperatury, co w praktyce znacząco utrudni lub wręcz uniemożliwi przetrwanie.

Aktualny poziom dyskusji nie pozostawia marginesu na dociekania o prawdziwości tez postawionych przez czynniki polityczne Unii Europejskiej. Nie jest również, w aktualnych warunkach, możliwa dyskusja na temat trafności formułowanych przez kraje członkowskie celów. Jedynymi polami debaty pozostają sposoby osiągnięcia kontynentalnej neutralności klimatycznej oraz data, w której cel ten ma zostać osiągnięty, a która już teraz została wstępnie zakreślona na rok 2050.

W wymiarze praktycznym osiągnięcie neutralności klimatycznej polega na zbilansowaniu emisji i pochłaniania (usuwania z atmosfery) CO2 i innych gazów cieplarnianych, które to działania sprowadzić można do dwóch podstawowych: ograniczenia emisji i wzrostu pochłaniania. Kiedy jednak intuicję zastąpić danymi, które na dzień dzisiejszy uchodzą za prawdziwe, okaże się, że ani ograniczenie emisji ani powiększenie pochłaniania nie są proste. Intuicja podpowiada, że największą ilość gazów cieplarnianych emitują energetyka, przemysł oraz transport. W wymiarze liczbowym jest to prawda, jednak wcześniej wymienione obszary działania odpowiadają jedynie za nieco ponad połowę emisji (52,1%). Za emisję pozostałych 47,9 % gazów odpowiadają rolnictwo, gospodarstwa domowe oraz obróbka i usuwanie odpadów.

O ile łatwo wyobrazić sobie obniżenie emisji w dzisiaj mocno scentralizowanych obszarach ludzkiej aktywności, jakim jest na przykład wytwarzanie energii, o tyle znacznie trudniej doprowadzić do obniżenia emisji powstającej w wyniku działań indywidualnych prowadzonych w znacznym rozproszeniu. Z administracyjnego punktu widzenia znacznie łatwiej jest wpływać na nieliczne podmioty o przejrzystych motywacjach, niż na wiele podmiotów indywidualnych kierujących się dodatkowo różnymi przesłankami działania.

Z jeszcze trudniejszym zadaniem mamy do czynienia w obszarze pochłaniania gazów cieplarnianych. Wprawdzie dostępne aktualnie techniki i technologie możliwe są do realizacji wyłącznie w wyniku ponoszenia znacznych nakładów finansowych połączonych z ogromnymi inwestycjami, w tym w tereny niezbędne dla ich realizacji, co zasadniczo ogranicza krąg podmiotowy, ale problematyczne wydaje się pozyskiwanie finansowania. Mamy zatem w tym obszarze do czynienia z nielicznymi podmiotami zdolnymi do poniesienia ciężaru inwestycyjnego, ale nie potrafimy sobie poradzić z motywacją, która miałaby je do tego skłonić. Przygotowanie rozwiązań szczegółowych w zakresie niezbędnych inwestycji i działań należy do specjalistów w poszczególnych dziedzinach a tym do uruchomienia wyobraźni, wiedzy i kompetencji, wystarczy nakreślenie ogólnego kierunku pożądanych zmian oraz zapewnienie wolnej ręki w poszukiwaniu rozwiązań. Nawet jeśli pamiętamy, że możemy liczyć tylko na takie rozwiązania, które już dzisiaj jesteśmy w stanie wdrożyć i możemy wspomagać tylko takie projekty, które potrafimy sobie wyobrazić, to wiemy również, że pamięć ta obciąża wyłącznie tych, których obowiązki, kompetencje i wyobraźnia ograniczają się do wytyczania kierunków i prognozowania zmian. Faktyczni twórcy naszej rzeczywistości, niezależnie od tego, czy są artystami, naukowcami czy inżynierami na szczęście i najczęściej zapominają o tym, co dzisiaj możliwe i zwracają się ku temu, co niewyobrażalne.

W tak opisanej rzeczywistości politycy w sposób niemal naturalny odwołują się do biurokracji jako mechanizmu wspierającego politykę w działaniu. Pytania kierunkowe sformułowane pismem z dnia 17 lutego wskazują, że działająca na rzecz polityki biurokracja, zagłębia się w zwykłe dla siebie i jedyne dla niej zrozumiałe meandry polityk, programów i zadań, szatkując rzeczywistość w jedyny uchwytny dla niej sposób. Wskazując kluczowe obszary problemowe, takie jak „bariery prawne, ekonomiczne i organizacyjne”, poszukując „sektorów / branż najbardziej zagrożonych”, czy dziedzin „zastosowania programów osłonowych” oraz wyłuskując projekty / inwestycje, które „powinny podlegać wsparciu”, próbuje jednocześnie wywalczyć dla siebie pole działania.

Tylko w takim świecie, który wymaga scentralizowanego działania, biurokracja czuje się niezbędna i może się rozrastać do granic, poza którymi nikt i nic nie jest w stanie zakwestionować jej roli. Taki świat jest zrozumiały przez czynniki polityczne i biurokratyczne i w takim poruszają się one sprawnie. Nie jest przy tym istotne, że w toku długotrwałych projektów główny wysiłek kierowany jest nie na uzgadnianie polityk i zadań z rzeczywistością a na uzgodnienia pomiędzy projektami. Jest to w zasadzie cecha całej ponowoczesnej biurokracji, która charakteryzuje się ogromnym przywiązaniem do opracowanych przez siebie dokumentów i chwytliwych haseł i nie zważa przy tym na wyniki badań naukowych, próbę ich obiektywizacji oraz bieżącą analizę sytuacji, która powinna skutkować ciągłym przeglądem strategii i niezbędnymi modyfikacjami zamierzonych działań.

Polityka i podtrzymująca ją biurokracja nie działają już systematycznie na styku rzeczywistości i projektu, ale na styku wielu konkurencyjnych projektów, które próbują pogodzić bez odniesienia do faktycznych zjawisk i relacji.

Osiągnięcie neutralności klimatycznej a raczej podążanie ścieżką prowadzącą do celu opisanego jako neutralność klimatyczna, ale być może pojmowanego w sposób skrajnie odmienny od dzisiejszego, skutkować zatem będzie rozrostem polityk, programów i zadań formułowanych przez aparat biurokratyczny i zapisywanych na setkach tysięcy stron instrukcji, wyjaśnień i wytycznych, które wspierane będą przez polityków  wzmożoną działalnością legislacyjną w obszarze prawa publicznego.

Jak już wspomniano, zapisane zostaną w nich jedynie te rozwiązania, które już dzisiaj można wdrożyć oraz tylko te poszukiwania, które już dzisiaj jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. W przygotowywanych dokumentach braknie miejsca na zmianę paradygmatu zwłaszcza wówczas, kiedy wiązałaby się ona ze zmianą w podstawowych politykach – biurokracja charakteryzuje się ogromnym przywiązaniem do polityk, programów i zadań, które raz sformułowane wymagają zbyt wiele czasu i wysiłku dla ich zmiany. Siłą rzeczy również stanowią one emanację statystycznie istotnych zachowań i relacji pomijając tym samym indywidualne dążenia i motywacje. Świat wedle polityki ma działać „pod sznurek” a wszelkie działania wykraczające poza obszar zaplanowany są zwalczane lub lekceważone.

Perspektywa osiągnięcia neutralności klimatycznej w roku 2050 wydaje się być odległa na tyle, że możliwa jest jeszcze zmiana zasad działania. Narastające zagrożenie epidemiczne uczy, że scentralizowane działania oparte na fundamencie prawa publicznego i wspierane aparatem biurokratycznym, destruowanym przez czas kryzysu, nie zdają się na wiele i wymagają z jednej strony rosnących obostrzeń a z drugiej poszerzenia obszaru „ręcznego sterowania”, przy czym najczęściej wszelkie działania podejmowane są ad hoc, co oznacza, że tylko w części spajają się z obserwowaną rzeczywistością. Wydaje się zatem, że największą przeszkodą w realizacji celu, jakim jest neutralność klimatyczna będą działania tych podmiotów, polityki i biurokracji, które cel ten wyznaczają.