
Podczas obrad także jako przedstawiciel Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego w Poznaniu rzekłem:
Dzień dobry,
Witold Solski, Prezes Zarządu Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Wielkopolska.
Już pacholęciem będąc chodziłem do szkoły poddawanej reformom. Rak reform toczył edukacje także gdy prowadzałem do niej swoje pisklęta. Współcześnie nie pamiętam rozpoczęcia roku szkolnego i matur bez opowiastek o reformie. Gdzie w tym suknie jest wątek a gdzie osnowa? O edukacji dyskutują przedstawiciele Państwa, nauczycieli i rodziców. Przedmiot zainteresowania jest wspólny, jednak perspektywy patrzenia i punkty siedzenia są już odległe, z pewnością różne.
Dla Państwa rozumianego jako instytucja organizująca życie obywateli szkolnictwo to kuźnia wychowująca przyszłych podatników. Niekiedy szkoła jest miejscem realizacji części polityki społecznej. Jest także reakcją na cykle gospodarcze i demograficzne.
Dla nauczycieli szkoła to miejsce pracy, źródło utrzymania ich rodzin, w tym własnych dzieci. Uczeń jest elementem gwarantującym prawa osadzone w Karcie Nauczyciela. Przy odgórnie narzucanych programach i zautomatyzowanych formach egzaminowania nie wymaga się kreatywności od nauczycieli. Drzwi wejścia do zawodu są szeroko otwarte a środowisko nie ułatwia usuwania czarnych owiec. Oczywiście są ideowi politycy i są wychowawcy pasjonaci. Generalizuję dla jasności przekazu. Nie nawołuje do trwania w sporze i toczenia waśni wokół etatyzmu i etyki pracy w szkole państwowej.
Rodzice dbają o swe pociechy. Jedni je wychowują a inni delegują te obowiązki instytucjom publicznym. Dobro rodziny i dobro dzieci nie zawsze jest rozumiane wspólnotowo. Równowaga wolności i odpowiedzialności przesunięta jest wyraźnie w kierunku bezpieczeństwa, bezpieczeństwa graniczącego z biernością.
Czym jest edukacja – jako problem sprowadza się do rozmów jak i czego ewentualnie uczyć – instrumentalizuje się proces uprzedmiatawiając tym samym młodzież.
Oczywiście nie podzielam powszechnie wyznawanego pajdocentryzmu!
To nie dziecko jest najważniejsze i nie jego hedonizm samorealizacji jest fundamentem edukacji.
Szkoła jak pamiętamy ze źródeł naszej cywilizacji łacińskiej ma uczyć pisania, czytania i liczenia. Wszystko ponadto trzeba dostosować do potrzeb wspólnoty i zasobów ucznia. Chrońmy i wspierajmy talenty bezkolizyjnie znajdując przestrzeń dla ludzi mniej uzdolnionych. Rozwijanie kompetencji umysłowych lub rzemieślniczych jest procesem współpracy i relacji mistrza nauczyciela, wychowawcy, przewodnika życiowego i praktykującego młodego człowieka. Oczekiwane efekty powstaną wyłącznie wtedy gdy parę tę łączyć będzie autorytet. To autorytet i jedynie on wymusi na uczniu trud i mozół nauki. Bez wysiłku i talentów nie ma sukcesu. Przypomnijmy, że do ciężkiej pracy skłania chwilowo przymus a długotrwale jedynie autorytet i ambicja.
Powyżej nakreślone perspektywy są różne jednak nie musza być sprzeczne.
Co możemy uzgodnić i zrobić aby wpływać na jakość kształcenia przyszłych pokoleń – depozytariuszy Polski?
Proszę nie zapomnijmy o pomyśle wprowadzenie bonu oświatowego. Jest zgodny z Konstytucją gwarantującą bezpłatne szkolnictwo. Dla zachowania ciągłości i stonowania napięć proponuję aby wprowadzać bon oświatowy przez pięć lat. Niechaj część pieniędzy publicznych na edukacje płynie za rodzicami w transzach po 20% rocznie. W pierwszym roku niechaj 4/5 finasowania szkół odbywa się jak do tej pory a pierwszy bon na wykształcenie niechaj we wrześniu 2020 roku będzie warty 1/5 środków. W kolejnych latach monetyzacja i dywersyfikacja finasowania zwiększać się będzie o kolejne 20% środków. Pozwoli to wszystkim przygotować się do zmian. Pomysł poprawy systemu nauczania wypracują nauczyciele i rodzice a wprowadzą go urzędnicy państwowi. Tak zainicjowana reforma ma szansę być już tą przedostanią bo powstanie oddolnie, w zdywersyfikowanych różnorodnych propozycjach. Małe i różne jest piękne a co piękne powinno być dobre a dobre ma szansę okazać się skuteczne.
Technikaliami dystrybucji bonów oświatowych niechaj zajmie się bank państwowy.
Dziękuję za uwagę. Dziękuję za inicjatywę pozwalającą na wymiany poglądów bez użycia transparentów konfrontacji.
